|
Woroniec Jastarnia Jurata RÄ…bka
|
|
||||||
Hotele Lipusz-Zdroje
Proponujemy pokoje 6 os, 160 os.Nocleg:sauna, grill, do plazy 250m, obiady i śniadania, tv, kuchnia, dostep do internetu, łózko dwu osobowe, centrum rekreacji.Mariola W
Willa Woroniec
Oferujemy Willa Woroniec 5 osobowe, 100 zł osoba, poza sezonem 95 zł.Wypozażenie: czajnik bezprzewodowy, kuchniaWyzywienie: obiady i kolacjeod plaży 350mparkingplac
Pensjonat Jastarnia od wody 200m
Pensjonat Jastarnia Ramotowska Oferujemy nocleg 6 osobowy. Cena 130 os.Obiekt:centrum spa, basen kryty, łóżko łaczone 2 osobowe, tv, barek z alkocholem, obiady i ś
Ośrodek wczasowy Jurata tel 839854470
Pokoje:4 osobowy 100zł osoba4 os 65 zl osoba5 os 20 zl osobaOferta:basenydiscood wody100mKwatery prywatnekuchenkabalkonbarek z alkocholemobiady i kolacjeJurata 75864014
Akademik Rąbka do plaży 100m
Akademik Rąbka Koszykowska Posiadamy wolne noclegi 3 os. Cena 40 os.Obiekt:prywatna plaża, spa, łóżko oraz dostawka, balkon, barek, śniadania i obiady, od plazy
| |||||||
|
|
|||||||
|
Å›cianki dziaÅ‚owe stewia suknie Å›lubneWyciagna³ rêkê, ale pan Ramian szukajac czapki tak siê jakos zakrzatna³, i¿ nie wiadomo by³o, czy w ogóle zauwa¿y³ ruch Seweryna. Ten zagryz³ tylko wargi i lekko poruszy³ d³onia w powietrzu, jakby rozpêdza³ niewidzialny dym. Administrator szybko wyszed³.
Seweryn zosta³ sam w hallu. Ju¿ chcia³ pójsæ do jadalni, gdy wyda³o mu siê, ¿e z pokoju ojca dobieg³y kroki zmierzajace w stronê drzwi. „Czy¿by stary chcia³ ze mna rozmawiaæ?” - zaniepokoi³ siê. Wstrzyma³ oddech. „Nie, przes³ysza³em siê” - upewni³ siê po chwili. W domu by³a cisza. Odetchna³ z ulga. Wzia³ ze stolika zostawiona przez Ramiana gazetê, przedar³ na pó³ i zmiêta cisna³ do kosza.
Kolacjê jad³ wolno, lecz z apetytem. Pó³mrok wyd³u¿ajacy rozleg³a salê, sciany, które dziêki ciê¿ko oprawnym obrazom zdawa³y siê chyliæ ku pod³odze, bezszelestne ruchy us³ugujacego Franciszka, leniwe ciep³o idace od kominka, a przede wszystkim cisza rozleg³ego domu i swiadomosæ, ¿e poza plecami biegnie w mroczna g³ab d³uga amfilada pokojów - wszystko to, odciête od wichury szalejacej na dworze, od brzêku rynien, szumu drzew i ³oskotu z rzadka szarpiacego okiennicami, stwarza³o nastrój ³agodny, nasycony spokojem i bezpieczeñstwem. „Ciekawy jestem, co jutro bêdê robiæ o tej porze? - pomysla³. - Powinno ju¿ byæ po wszystkim! Ca³a wies bêdzie siê trzasæ od domys³ów.” Usmiechna³ siê. Ale w zestawieniu z obecna atmosfera ca³y zamierzony plan znowu wyda³ mu siê nieomal nierzeczywisty. Zniecierpliwiony w³asnym niezdecydowaniem, wiêcej: niemo¿noscia ca³kowitego w¿ycia siê w to, co mia³y przyniesæ najbli¿sze godziny, odsuna³ talerz. Franciszek, jak opiekuñczy duch, natychmiast wy³oni³ siê z kata i stana³ obok. Seweryn ledwie zda¿y³ opanowaæ gwa³towny odruch niechêci. Dopiero teraz zda³ sobie sprawê, ¿e gdy jad³ - Franciszek przez ca³y czas musia³ na niego patrzeæ. Chcia³ wiêc sobie przypomnieæ, jak siê zachowywa³ i jaki mia³ wyraz twarzy. Jednoczesnie przemknê³o mu przez g³owê: czy Franciszek wie ju¿ o smierci Buraka? A inni, ca³a s³u¿ba, ci wszyscy, którzy znali zabitego jeszcze jako dziecko, pamiêtali go wyrostkiem? Przypomnia³ mu siê nagle jeden letni dzieñ sprzed dwóch lat: wróci³ do domu o tej samej mniej wiêcej porze co dzisiaj, sam jad³ kolacjê, us³ugiwa³ Burak, mniej wprawdzie bezszelestny i sprawny ni¿ Franciszek, ale za to bezposredniejszy, bli¿szy w swojej nieporêcznej m³odzieñczosci. Tego wieczoru Burak po raz pierwszy mia³ przyprowadziæ Sewerynowi dziewczynê ze wsi. Chocia¿ byli w jadalni sami, zakomunikowa³ mu te wiadomosci poufnym szeptem, g³osem, który zbyt dygota³ podnieceniem, aby brzmia³ spokojnie. Nazajutrz, gdy zjawi³ siê rano ze sniadaniem, o nic nie pyta³, ale Seweryn ³atwo odczyta³ w jego oczach b³ysk zaciekawienia. Ten b³ysk czêsto pózniej wraca³ w spojrzeniach lokajczyka. „Ciekawe, jak Burak wyglada³ w chwili smierci?” - pomysla³ Seweryn. Chcia³ sobie wyobraziæ twarz, która pamiêta³, sciêta ch³odem smierci. Jednak nie tylko jej nie ujrza³, ale nawet rysy ¿yjacego Buraka zaczê³y mu siê w pamiêci zacieraæ.
W salonie zachrobota³ zegar i jedno jasne, niespodziewanie czyste uderzenie przeniknê³o z ciemnosci: pó³ do dziewiatej. Najdalej za godzinê Nawrocki powinien byæ u siebie w domu. Seweryn podniós³ siê ociê¿ale. Dopiero teraz, gdy stana³, odczu³ znu¿enie.
- Gdzie pan in¿ynier ka¿e podaæ herbatê? - zapyta³ Franciszek.
- Jak zawsze do salonu... Albo nie, niech Franciszek zaniesie do mego pokoju, zmêczony jestem, zaraz siê po³o¿ê.
- S³ucham pana in¿yniera.
Pokój, który zajmowa³ Seweryn, znajdowa³ siê na prawym skrzydle domu. Z hallu prowadzi³ w tamta stronê d³ugi korytarz, mo¿na równie¿ by³o przejsæ pokojami a¿ do tzw. ma³ej biblioteki, skad drzwi wychodzi³y na ten sam korytarz. W po³owie drogi Seweryn zatrzyma³ siê.
Okiennice w drugim salonie by³y jeszcze nie zamkniête. swiat³o z jadalni dobiega³o tu ledwie uchwytnym odblaskiem, nik³ym, dogasajacym dr¿eniem zatrzymywa³o siê przed progiem i ciemnosæ rozleg³ego pokoju, jak gdyby niczym nie ograniczona, otwiera³a siê na ciemnosæ nocy ogromna i gêsta, a tylko gdzies w odleg³ej g³êbi bita szumem i wznoszaca siê k³êbami cieni. Nagle, nieomal pod samym oknem, przenikna³ ciszê krzyk puszczyka.
Seweryn zawróci³. Szybkim krokiem przeszed³ przez salon, sto³owy, mina³ hall i zapuka³ do pokoju ojca. Nikt nie odpowiedzia³. Nacisna³ wiêc klamkê i lekko uchyli³ drzwi: gabinet by³ pusty i ciemny, swieci³o siê w sypialni. Miêkki dywan st³umi³ odg³os kroków. Przed progiem Seweryn zatrzyma³ siê.
Gej¿anowski ubrany w swój domowy szlafrok, przypominajacy habit zakonny, klêcza³ przy ³ó¿ku na klêczniku obitym czerwonym pluszem, z g³owa wsparta o pulpit. Odwrócony plecami do drzwi, nie zauwa¿y³ obecnosci syna. Seweryn skrzywi³ siê pogardliwie. „Stary bigot!” - pomysla³. Nie chcac jednak, aby rozmowa rozbi³a siê o pierwsze trudnosci, cofna³ siê do gabinetu i g³osno chrzakna³.
- Czy mo¿na? - spyta³.
W sypialni zaszelesci³o Opuszczony niespodziewanie przez posterunkowego, Seweryn nie wiedzia³, co z soba zrobiæ. Najniedorzeczniejsze, szalone pomys³y przelatywa³y mu przez g³owê. Ledwie Nawrocki znikna³ we drzwiach posterunku, chcia³ kierujac siê pierwszym odruchem biec za nim. I w tym momencie, gdy wyobrazi³ sobie siebie znów stojacego naprzeciw policjanta, uczu³, ¿e móg³by tego cz³owieka zabiæ. Wiêcej: zapragna³ go zabiæ. Jednoczesnie zda³ sobie sprawê, ¿e nie wystarczy³by mu sam fakt smierci Nawrockiego. Wówczas dopiero odczu³by ulgê, gdyby tamten przed smiercia cierpia³, gdyby cierpiac musia³ wiedzieæ, kto jest sprawca jego mêczarni.
W ciagu tej krótkiej chwili Seweryn mia³ wra¿enie, ¿e okrutne obrazy, które go opad³y, nie z niego pochodza, lecz syca siê jakas si³a le¿aca poza nim, niewiadoma i nieunikniona. Zanim jednak uczyni³ krok w kierunku ganka, oprzytomnia³. Zdja³ machinalnie czapkê, wiatr sprawi³ mu ulgê.
Na drodze by³o pusto. W pobli¿u pali³o siê tylko swiat³o w oknach posterunku. Przez jedno widaæ by³o sylwetkê Nawrockiego. Zdejmowa³ w³asnie p³aszcz.
Seweryn odwróci³ siê i ruszy³ przed siebie. Uszed³ ju¿ spory kawa³ek, gdy zorientowa³ siê, i¿ znalaz³ siê na koñcu wsi. Z g³êbi mroku wy³ania³ siê kanciasty cieñ koscio³a z wie¿a jeszcze nie wykoñczona i p³asko sciêta, a z boku, w odleg³osci dobrych paruset kroków, swieci³o siê okno plebanii. Wtedy przysz³o Sewerynowi na mysl, aby odwiedziæ ksiêdza Siechenia. Przypuszcza³, ¿e ze wzglêdu na godzinê i pogodê zastanie go w domu. Nie zastanawia³ siê, dlaczego chce to uczyniæ, czu³ tylko, ¿e nie mo¿e w podobnym stanie wróciæ do domu. Nie móg³ równie¿ byæ sam.
Proboszcza zna³ ma³o. S³ysza³ cos niecos o jego nieporozumieniach z okolicznymi dworami, wiedzia³, ¿e ojcu, chocia¿ daje pieniadze na przebudowê koscio³a, te¿ niejedno nie podoba siê w ksiêdzu. Ale by³o mu to obojêtne. Sam zas z kilku krótkich spotkañ w ciagu wakacji wyniós³ o ksiêdzu Siecheniu wra¿enie raczej korzystne. Ju¿ to samo, ¿e proboszcz sedelnicki ró¿ni³ siê od wielu swoich kolegów, usposabia³o go dziêki wrodzonej przekorze przychylnie. Teraz wydawa³o mu siê, ¿e nikt inny, tylko ten cz³owiek mo¿e mu pomóc. Nie wiedzia³ w czym i w jaki sposób, poszed³ za odruchem.
Minawszy drogê, pchna³ furtkê i scie¿ka biegnaca ogrodem wsród zesch³ych i w mroku szeleszczacych s³oneczników podszed³ do plebanii. Od frontu by³a ciemna, tylko z boku, najwidoczniej z okna kuchennego, pada³a na trawnik smuga s³abego swiat³a.
Seweryn zatrzyma³ siê.
Ogród pe³en ostrych chrzêstów, zdawa³ siê razem z wiatrem unosiæ ku górze i tam w ciê¿kich ciemnosciach sta³ nieruchomy jak chmura gradowa. Z daleka niezmiennym be³kotem dobiega³ m³yn.
Seweryn by³ ju¿ pewny, ¿e ksiadz wyszed³ z domu. Pomysla³: nie ma sensu zachodziæ na plebaniê. Ale gdy wyobrazi³ sobie drogê powrotna: d³uga, wiejska ulicê wsród chat milczacych i pod niebem, które ¿adnym g³osem nie odpowie niepokojowi, szybko podszed³ do drzwi i mocno zapuka³. Czeka³ d³u¿sza chwilê. Zapuka³ po raz drugi. Pos³ysza³ wreszcie za drzwiami czyjes powolne kroki. Otworzy³a Ksienia.
Spyta³:
- Ksiadz proboszcz w domu?
Nie pozna³a go i zaczê³a szybko mówiæ, ¿e proboszcza nie ma i pewnie nieprêdko przyjdzie, wiêc najlepiej jutro zg³osiæ siê.
Seweryn, wsparty ramieniem o uchylone drzwi, pchna³ je lekko | |||||||