|
Bięcino Ustka Wierzchowiska Drugie Dziwnówek
|
|
||||||
Ośrodki wczasowe Rewal tel 577244840
Pokoje:4 os 55zł osoba5 osobowy 170 zl osoba6 osobowy 150 zl osobaPolecamy:odnowa spabasenod wody900mGastronomiakockuchenka gazowatvobiadyRewal 453296967Wawrzyniec Kowa
Pensjonat Bięcino
Polecamy Pensjonat Bięcino 5 osobowe, 100 zł osoba, poza sezonem 40 zł.Wypozażenie: łazienka, tarasWyzywienie: obiady i kolacjeod wody 2kmgrill na posesjidiscoBię
Hotel spa Ustka tel 644164647
Pokoje:2 osobowy 75zł osoba2 osobowy 85 zl osoba4 osobowy 70 zl osobaOferta:centrum odnowy biologicznejdyskotekaod plazy200mAkademikiwanna z hydromasażemkockuchenkaobi
Gastronomia Wierzchowiska Drugie
Proponujemy pokoje 3 osobowy, 170 os.Nocleg:centrum turystyczne, salon masazu, do plazy 100m, obiadokolacje, kuchenka gazowa, parawan, telewizor, 2 łóżka 1 osobowe, pla
Nocleg Dziwnówek tel 880240008
Pokoje:4 os 30zł osoba4 osobowy 55 zl osoba6 osobowy 50 zl osobaPolecamy:grillbasenydo plazy1000mAkademikidostep do internetubalkonczajnik bezprzewodowykolacjeDziwnówe
| |||||||
|
|
|||||||
|
stewia suknie Å›lubne Å›cianki dziaÅ‚oweOgarnia³o go coraz wiêksze podniecenie, ów niepokój, który zawsze siê w nim odzywa³, gdy wiedzia³, ¿e z³o mo¿e byæ pos³uszne jego woli, kiedy móg³ je obserwowaæ w zwolnionym dzia³aniu, w saczeniu siê kropla po kropli, podobne truciznie pozornie kuszacej, a dopiero po chwili zniekszta³cajacej rysy twarzy. Przypomnia³o mu siê, ¿e ulubionym jego zajêciem w latach ch³opiêcych by³o mordowanie wszystkich napotkanych po drodze stworzeñ: muchy odarte ze skrzyde³ wbija³ na szpilkê i trzepocace siê podpala³, rozdeptywa³ motyle, ostra laska przygwa¿d¿a³ ¿aby, zabija³ jaszczurki i swierszcze, rozkopywa³ i burzy³ mrowiska. Kiedy w dwunastym roku ¿ycia otrzyma³ od ojca flower, rozpocza³ systematyczne têpienie wiewiórek. Najwiêcej jednak zadowolenia da³ mu pewien dzieñ póznego lata, gdy przyczaiwszy siê w rowie ko³o s³upów telegraficznych zastrzeli³ jaskó³kê. Po raz pierwszy odczu³ wówczas cierpka radosæ towarzyszaca ³amaniu uswiêconych zwyczajów.
I w tym momencie pomysla³, ¿e niedaleka byæ mo¿e jest chwila, kiedy w Michasiu, z pewnoscia nie splamionym dotychczas ¿adnym brudnym uczynkiem, odezwie siê okrucieñstwo. Kogó¿ mo¿e to ominaæ? Kogo staæ, aby zdo³a³ wy³amaæ siê z ogólnego prawa natury? Gdyby nie lêk przed dorazna kara, któ¿ by nie zabija³, kto umia³by os³oniæ siê przed pokusami, które pragna karmiæ siê z³em? Wtem uczu³, ¿e jednoczesnie z tymi myslami, niby w innej rzeczywistosci, istnia³ w nim jakis nieokreslony i nieuchwytny g³os. Mia³ takie wra¿enie, jakby czegos zapomnia³.
Poderwa³ siê z krzes³a nieopanowanym ruchem i tak szybko cofna³ siê w stronê okna, ¿e nie zauwa¿y³ nawet, kiedy Michas tak¿e wsta³. Wzrok jego przyku³ du¿y krzy¿ odcinajacy siê od pobielanej sciany ciemnym, chropowatym drzewem. Sewerym zdziwi³ siê, ¿e dopiero teraz go dostrzeg³. Chocia¿ krzy¿ wisia³ na wprost wejscia, dok³adnie pamiêta³, i¿ gdy wszed³ do pokoju, sciana wyda³a mu siê pusta.
Po krótkiej ciszy nowe natarcie wiatru zabrzmia³o wzmo¿onym natê¿eniem, jakby spêtane nocne si³y wszystkie razem zerwa³y siê z uwiêzi i podobne skrzydlatym szatanom spad³y gniewnym k³êbowiskiem na ziemiê.
Seweryn drgna³. Zda³ sobie nagle sprawê, jaki to g³os przed chwila dawa³ w nim o sobie znaæ. Us³ysza³ wyraznie s³owa, których kiedys, gdy przystêpowa³ po raz pierwszy do komunii, uczy³ siê na pamiêæ: „Panie, nie jestem godzien, abys wszed³ pod dach mój, ale rzeknij s³owo, a bêdzie zbawiona dusza moja.” Us³ysza³ to zdanie nasycone tym samym przelotnym wzruszeniem, z jakim je wówczas za kap³anem powtarza³. Ujrza³ bia³y ornat triumfujacy czerwienia krzy¿a, z³oty kielich a wy¿ej monotonny nieomal dotykalny szept ksiêdza: „Corpus Domini nostri Jesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam.”
Ockna³ siê us³yszawszy g³os ch³opca. Ale nie zrozumia³ s³ów. Spojrza³ w jego stronê:
- Mówi³es cos?
- Wychodzi ju¿ pan? - spyta³ tamten z akcentem zawodu.
Seweryn powtórzy³ machinalnie:
- Czy wychodzê?
I niespodziewanie o¿ywi³ siê.
- Nie, oczywiscie, ¿e nie wychodzê! Skad¿e? Nawet mi to do g³owy nie przysz³o. Co za pomys³! Obieca³em ci przecie¿ opowiedzieæ... No i có¿ mi siê tak przypatrujesz, jakbys ducha zobaczy³?
Michas zblad³ i cofna³ siê.
- Dziwnie pan tak teraz wyglada...
Seweryn rozesmia³ siê ha³asliwie.
- Ja dziwnie? Wydaje ci siê, mój ma³y. Dlaczegó¿ mia³bym dziwnie wygladaæ.
Przeciagna³ jednak niespokojnie d³onia po twarzy, jakby chcia³ siebie w ten sposób sprawdziæ. Cos go musia³o zastanowiæ, bo szybko nachyli³ siê w stronê lampy.
- Chodz no tutaj! - skina³ na ch³opca.
Michas zbli¿y³ siê.
- Co dziwnego zobaczy³es we mnie? No, mów! S³yszysz? Czego stoisz i gapisz siê? Masz mi w tej chwili powiedzieæ. Co jest we mnie dziwnego?
Nie mogac siê doczekaæ odpowiedzi, chwyci³ Michasia za rêkê Podobnie ustosunkowa³y siê do sedelnickiego proboszcza okoliczne dwory. Zbyt powa¿nie mówi³ o komunizmie, aby nie zostaæ posadzonym o wystêpne i skryte, a tak ze stanem duchownym nie licujace sympatie. Umacnia³ jeszcze ten sad swoimi wypowiedziami zarówno w kwestiach narodowosciowych, jak i w sprawie reformy rolnej. Ros³a wiêc przepasæ pomiêdzy nim a miejscowym ziemiañstwem. Dwory nie mog³y mu darowaæ, i¿ znajdowa³ ostre i bezwzglêdne s³owa, gdy przychodzi³o do rozmów o roli ziemiañstwa na kresach w dawnej Polsce niepodleg³ej i pózniej podczas zaborów. Przypominajac b³êdy przodków, dotkna³ ich potomków w najczulsze struny pró¿nosci. A jego wiara, ta równie¿ przemawia³a przeciw niemu. Uwa¿ano, ¿e zbyt wiele ¿ada, aby ¿adaæ szczerze. Zarzucano mu ciasny fanatyzm, ob³udê i nieznajomosæ natury cz³owieka. Dla tych ludzi wyros³ych w tradycyjnym przeswiadczeniu, i¿ s³u¿a obronie polskosci i katolicyzmu, Polska koñczy³a siê z granicami posiad³osci, a wiara zaczyna³a poza nimi. Wed³ug niepisanej umowy do s³ug Koscio³a nale¿a³o utrzymywaæ ten uk³ad, strzec go niby harmonii wy¿szego porzadku, zapewniajacej stowarzyszonym pokój ziemski i nagrodê niebieska.
Ksiadz Siecheñ maci³ równowagê wypracowana przez wieki. Jego Kosció³ rozsadza³ misterne spoid³a i wiazad³a, ³aczace dwór z plebania. Wyrasta³ na drodze ogromnym cieniem, k³adac ten posêpny znak niby s³owo ostrze¿enia. Odwrócono siê wiêc od niego. Jedna z rodzin, najznaczniejsza w powiecie, poczê³a nawet czyniæ starania w kurii biskupiej, aby niewygodnego proboszcza przeniesiono z Sedelnik. Zbyt jednak ¿ywa zachowano tam pamiêæ o mi³osci, jaka zmar³y niedawno biskup obdarza³ ksiêdza Siechenia, podówczas swego kapelana, aby dano pos³uch doradczym podszeptom.
Nowy biskup, cz³owiek du¿ej wiedzy i równej skromnosci, nie chcia³ nawet dyskutowaæ tej sprawy. Uwa¿a³, ¿e w przeciwnym wypadku zniewa¿y³by pamiêæ swego poprzednika, którego smieræ tak niezwyk³a i swiêta otoczy³a ju¿ legenda. I gdy jeden z proboszczów odwa¿y³ siê wypowiedzieæ w obecnosci biskupa kilka krytycznych uwag o ksiêdzu Siecheniu, spotka³ siê z tak ostrym upomnieniem, i¿ zrozumiano, ¿e ani teraz, ani w najbli¿szej przysz³osci nie podobna liczyæ na pomyslne przeprowadzenie zamierzonego planu. Stanowisko proboszcza sedelnickiego sta³o siê w ten sposób silniejsze ni¿ kiedykolwiek.
Lecz on sam nie czu³ ¿adnego triumfu. Nie takich pragna³ zwyciêstw. Gdy z listu jednego z kolegów seminaryjnych dowiedzia³ siê o owych nieudanych intrygach w kurii, zrozumia³, ¿e wszystkie jego zamiary stworzenia wspólnej akcji przepad³y ostatecznie. Nie potrzebowa³ ju¿ obawiaæ siê wyraznego bojkotu. Ale nienaganna poprawnosæ, z jaka zacza³ siê teraz spotykaæ, nios³a mu wiêksze jeszcze osamotnienie ni¿ wpierw jawna w pewnym okresie niechêæ. Jaka¿ ulga w podobnym opuszczeniu by³oby ufaæ, ¿e ten z³y czas dzwiga w sobie ciê¿ar próby rzuconej przez Boga! Ale czy¿ nie by³oby pycha doszukiwaæ siê w nêdzy i cierpieniu znaku wybrania? Jak¿e wierzyæ, ¿e Bóg ka¿e licznym b³adziæ, aby mnie od b³êdu ocaliæ? ¯e na oczy wielu rzuca cieñ, aby moim daæ czujnosæ? A sercom odbiera oddech, ¿eby moje nape³niæ rytmem?
Po raz pierwszy zwatpi³ wówczas ksiadz Siecheñ o s³usznosci obranej drogi. Czy nie omyli³ siê przyjmujac swiêcenia? Czy nie wzia³ ciê¿aru ponad swoje si³y? Zaczê³a w tych dniach kie³kowaæ w nim nowa mysl: klasztor. Mo¿e ta cisza i spokój pomiêdzy murami odgradzajacymi od swiata mia³y byæ jego przeznaczeniem? Nie praca wsród ludzi, lecz ucieczka od nich?
Nie znajdowa³ jednak w sobie decyzji, która pozwoli³aby mu zrezygnowaæ ze wzruszeñ, jakie prze¿ywa³, gdy wyszed³szy w jesienny wieczór przed dom s³ysza³ wsród mg³y kryjacej ³aki krzyk dzikich kaczek lub kiedy w letnie po³udnie powietrze lekko dr¿a³o od brzêku kos. Ziemiê pod stopami, niebo nad g³owa - oto co musia³by porzuciæ. Wyrzec siê podmuchu przedwiosennego, czasu, gdy powietrze wch³aniajac s³odycz zakwitania jest tak lekkie i powiewne, jakby ca³e z zielonej przêdzy by³o utkane, odejsæ od nocy, z których jedne rzucaja trwogê, lecz inne moga ³askawie otworzyæ swoja g³êbiê slac dreszcz uspokojenia, nie, jak¿e odrzuciæ dobrowolnie to wszystko!
Przecie¿ jednego dnia drêczony watpliwosciami szczególnie bolesnie, czujac, ¿e na d³u¿sza walkê nie starczy mu si³, zdecydowa³ siê ksiadz Siecheñ z³o¿yæ prosbê o zwolnienie z dotychczasowych obowiazków. W ostatniej dopiero chwili, ju¿ w drodze do pa³acu biskupiego, porzuci³ ten zamiar.
Przyjecha³ do miasta wczesnym rankiem, po nieprzespanej nocy. Ledwie ujrza³, jeszcze z okien wagonu, bia³a wie¿ê klasztoru jezuickiego, ile¿ wspomnieñ wskrzesi³o w jego pamiêci miasto, w którym wkrótce po opuszczeniu seminarium spêdzi³ ca³y rok przy boku biskupa £u¿añskiego. By³ to czas, którego ka¿da godzinê, b³ogos³awi³ wielki starzec. Jak nigdy przedtem i potem zrozumia³ wówczas ksiadz Siecheñ si³ê przymierza cz³owieka z Bogiem, przymierza, w którym wszystko, cokolwiek istnieje na swiecie, mia³o swoje w³asciwe miejsce, tworzac owa wspania³a i wieczna budowê, która, jak kosció³ gotycki ¿arliwa wiarê, ucielesnia³a s³owa Aposto³a o madrym architekcie.
Na ranna mszê zaszed³ proboszcz do katedry | |||||||