|
|
|
||||||
Apartament Dźwirzyno do plaży 300m
Apartament Dźwirzyno Załuga Proponujemy noclegi 5 osobowy.
Cena 35 os. Obiekt: spa, salon piekności, ekskluzywne łózka, łazienka, balkon, śniadania, do plaży 200m. Apartament Załuga - 633019980 Dźwirzyno ul.Jezuicka 100 Tematyka: mrzeżyno kwatery prywatne zakopane świętouść gastronomia łeba Dominice agroturystyka kaszuby
| |||||||
|
|
|||||||
|
Å›cianki dziaÅ‚owe suknie Å›lubne stewiaNa pamiatkê, ¿e w czasie wojny siê urodzi³),
Dobrze, mój Tadeuszu, ¿es siê dzis nagodzi³
Do domu, w³asnie kiedy mamy panien wiele.
Stryjaszek mysli wkrótce sprawiæ ci wesele;
Jest z czego wybraæ; u nas towarzystwo liczne
Od kilku dni zbiera siê na sady graniczne
Dla skoñczenia dawnego z panem Hrabia sporu;
I pan Hrabia ma jutro sam zjechaæ do dworu;
Podkomorzy ju¿ zjecha³ z ¿ona i z córkami.
M³odzie¿ posz³a do lasu bawiæ siê strzelbami,
A starzy i kobiety ¿niwo ogladaja
Pod lasem, i tam pewnie na m³odzie¿ czekaja.
Pójdziemy, jesli zechcesz, i wkrótce spotkamy
Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy".
Pan Wojski z Tadeuszem ida pod las droga
I jeszcze siê do woli nagadaæ nie moga.
S³oñce ostatnich kresów nieba dochodzi³o,
Mniej silnie, ale szerzej ni¿ we dnie swieci³o,
Ca³e zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
Gospodarza, gdy prace skoñczywszy rolnicze.Na spoczynek powraca. Ju¿ krag promienisty
Spuszcza siê na wierzch boru i ju¿ pomrok mglisty,
Nape³niajac wierzcho³ki i ga³êzie drzewa,
Ca³y las wia¿e w jedno i jakoby zlewa;
I bór czerni³ siê na kszta³t ogromnego gmachu,
S³oñce nad nim czerwone jak po¿ar na dachu;
Wtem zapad³o do g³êbi; jeszcze przez konary
B³ysnê³o jako swieca przez okienic szpary
I zgas³o. I wnet sierpy gromadnie dzwoniace
We zbo¿ach i grabliska suwane po ³ace
Ucich³y i stanê³y: tak pan Sêdzia ka¿e,
U niego ze dniem koñcza pracê gospodarze.
"Pan swiata wie, jak d³ugo pracowaæ potrzeba;
S³oñce, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,
Czas i ziemianinowi ustêpowaæ z pola".
Tak zwyk³ mawiaæ pan Sêdzia, a Sêdziego wola
By³a ekonomowi poczciwemu swiêta;
Bo nawet wozy, w które ju¿ sk³adaæ zaczêto
Kopê ¿yta, niepe³ne jada do stodo³y;
Ciesza siê z nadzwyczajnej ich lekkosci wo³y - Nic nie szkodzi, zaczekam.
Z ty³u, od strony kuchni, pada³ blask lampy. Dopiero teraz, w tym pó³cieniu Ksienia pozna³a Gej¿anowskiego. Z miejsca zakrzatnê³a siê.
- A, to panycz! Proszê wejsæ. Niech panycz zaczeka. Zaraz zaswiecê.
Wszed³ za nia do srodka, a Ksienia truchcikiem pobieg³a do kuchni. Wróci³a z lampa.
- Têdy, o niech têdy panycz idzie, tu sobie w pokoju panycz zaczeka. Ksiêdza proboszcza tylko patrzyæ...
W pierwszej chwili Seweryn nie dostrzeg³ Michasia. Dopiero, kiedy Ksienia wysunê³a siê na srodek i swiat³o lampy ogarnê³o ca³y pokój, zobaczy³ ch³opca stojacego pod sciana przy oknie.
Tymczasem Ksienia, postawiwszy lampê na stole, dyskretnie siê wycofa³a. Seweryn poczu³ siê trochê nieswojo. Sta³ w p³aszczu, z czapka w rêku, udawa³, ¿e rozglada siê po pokoju, w rzeczywistosci jednak niczego nie widzia³, ciagle bowiem czu³ na sobie uwa¿ny i nieufny wzrok ch³opca. „Czegó¿ on mi siê tak przyglada, ten smarkacz?” - pomysla³ ze z³oscia.
Nagle zwróci³ siê w tamta stronê i uda³ zdziwienie.
- O, widzê, ¿e nie jestem sam!
Michas sta³ ciagle pod sciana, nie spuszczajac oczu z Gej¿anowskiego.
Teraz dopiero Seweryn zorientowa³ siê, kim jest ma³y. S³ysza³, ¿e proboszcz ma wychowanka, ale sam tylko raz jeden widzia³ Michasia. By³o to jeszcze przed rokiem, którejs niedzieli. Chcac zatrzeæ drobne, lecz nieprzyjemne starcie z ojcem, wybra³ siê wówczas przyk³adnie na sumê. Je¿eli kiedykolwiek bywa³ na nabo¿eñstwie, zatrzymywa³ siê zawsze przed koscio³em. Tym razem, poniewa¿ pada³ deszcz, wszed³ do srodka. Nie mia³ zamiaru zapuszczaæ siê g³êboko, ale stojacy przy wejsciu ch³opi zaczêli rozstêpowaæ siê, musia³ wiêc, nie chcac zwracaæ na siebie uwagi, dojsæ do o³tarza. Jak ka¿dy, kto nie uczestniczy w nabo¿eñstwie, przypatrywa³ siê rozmaitym twarzom. Miêdzy innymi, ju¿ pod koniec sumy, zwróci³ jego uwagê ch³opiec s³u¿acy do mszy. Zadziwi³ go wówczas przez chwilê niezwyk³a czystoscia i niewinnoscia spojrzenia. Czu³o siê, ¿e ten kilkunastoletni dzieciak z g³êbokim i niefa³szowanym przejêciem towarzyszy ksiêdzu.
Seweryn odsuna³ od sto³u krzes³o i usiad³szy, wygodnie siê rozpar³.
- To ty jestes wychowankiem proboszcza, tak?
Michas skina³ g³owa.
- A kto ja jestem, to chyba wiesz? Co, nie wiesz? ¯artujesz! Naprawdê nie wiesz? A to zabawny z ciebie ch³opak! Cos podobnego! Przecie¿ tutaj najmniejsze dziecko powie ci, kim jestem. Nigdy mnie nie widzia³es?
- Widzia³em - odpar³ cicho.
- No wiêc?
- Ale nie znam pana.
- Jak to, widzia³es i nie znasz? Poczekaj, poczekaj...
Rozesmia³ siê | |||||||