|
|
|
||||||
Camping Głazica
Posiadamy Camping Głazica 5 osobowe, 70 zł osoba, poza sezonem 10 zł.
Wypozażenie: barek z alkocholem, aneks kuchenny Wyzywienie: obiadokolacje do morza 50m basen grill na posesji Głazica - Trębacka Szymon Wodzyński - 522064370 Tematyka: hotele krakow rów agroturystyka noclegi sprzedam pensjonat domki campingowe nad morzem Głazica tanie hotele warszawa
| |||||||
|
|
|||||||
|
suknie ślubne ścianki działowe stewiaOn Pana zastepuje i on w niebytnosci
Pana zwykl sam przyjmowac i zabawiac gosci
(Daleki krewny panski i przyjaciel domu).
Widzac goscia, na folwark dazyl po kryjomu
(Bo nie mogl wyjsc spotykac w tkackim pudermanie);
Wdzial wiec, jak mogl najpredzej, niedzielne ubranie
Nagotowane z rana, bo od rana wiedzial,
ze u wieczerzy bedzie z mnostwem gosci siedzial.
Pan Wojski poznal z dala, rece rozkrzyzowal
I z krzykiem podroznego sciskal i calowal;
Zaczela sie ta predka, zmieszana rozmowa,
W ktorej lat kilku dzieje chciano zamknac w slowa
Krotkie i poplatane, w ciag powiesci, pytan,
Wykrzyknikow i westchnien, i nowych powitan.
Gdy sie pan Wojski dosyc napytal, nabadal,
Na samym koncu dzieje tego dnia powiadal.
"Dobrze, moj Tadeuszu (bo tak nazywano
Mlodzienca, ktory nosil Kosciuszkowskie miano - Nic nie szkodzi, zaczekam.
Z tyu, od strony kuchni, pada blask lampy. Dopiero teraz, w tym pcieniu Ksienia poznaa Gejanowskiego. Z miejsca zakrzatna si.
- A, to panycz! Prosz wejs. Niech panycz zaczeka. Zaraz zaswiec.
Wszed za nia do srodka, a Ksienia truchcikiem pobiega do kuchni. Wrcia z lampa.
- Tdy, o niech tdy panycz idzie, tu sobie w pokoju panycz zaczeka. Ksidza proboszcza tylko patrzy...
W pierwszej chwili Seweryn nie dostrzeg Michasia. Dopiero, kiedy Ksienia wysuna si na srodek i swiato lampy ogarno cay pokj, zobaczy chopca stojacego pod sciana przy oknie.
Tymczasem Ksienia, postawiwszy lamp na stole, dyskretnie si wycofaa. Seweryn poczu si troch nieswojo. Sta w paszczu, z czapka w rku, udawa, e rozglada si po pokoju, w rzeczywistosci jednak niczego nie widzia, ciagle bowiem czu na sobie uwany i nieufny wzrok chopca. Czeg on mi si tak przyglada, ten smarkacz? - pomysla ze zoscia.
Nagle zwrci si w tamta stron i uda zdziwienie.
- O, widz, e nie jestem sam!
Michas sta ciagle pod sciana, nie spuszczajac oczu z Gejanowskiego.
Teraz dopiero Seweryn zorientowa si, kim jest may. Sysza, e proboszcz ma wychowanka, ale sam tylko raz jeden widzia Michasia. Byo to jeszcze przed rokiem, ktrejs niedzieli. Chcac zatrze drobne, lecz nieprzyjemne starcie z ojcem, wybra si wwczas przykadnie na sum. Jeeli kiedykolwiek bywa na naboestwie, zatrzymywa si zawsze przed koscioem. Tym razem, poniewa pada deszcz, wszed do srodka. Nie mia zamiaru zapuszcza si gboko, ale stojacy przy wejsciu chopi zaczli rozstpowa si, musia wic, nie chcac zwraca na siebie uwagi, dojs do otarza. Jak kady, kto nie uczestniczy w naboestwie, przypatrywa si rozmaitym twarzom. Midzy innymi, ju pod koniec sumy, zwrci jego uwag chopiec suacy do mszy. Zadziwi go wwczas przez chwil niezwyka czystoscia i niewinnoscia spojrzenia. Czuo si, e ten kilkunastoletni dzieciak z gbokim i niefaszowanym przejciem towarzyszy ksidzu.
Seweryn odsuna od stou krzeso i usiadszy, wygodnie si rozpar.
- To ty jestes wychowankiem proboszcza, tak?
Michas skina gowa.
- A kto ja jestem, to chyba wiesz? Co, nie wiesz? artujesz! Naprawd nie wiesz? A to zabawny z ciebie chopak! Cos podobnego! Przecie tutaj najmniejsze dziecko powie ci, kim jestem. Nigdy mnie nie widziaes?
- Widziaem - odpar cicho.
- No wic?
- Ale nie znam pana.
- Jak to, widziaes i nie znasz? Poczekaj, poczekaj...
Rozesmia si | |||||||