|
|
|
||||||
Camping KÄ…ty Rybackie od plazy 1100m
Camping Kąty Rybackie Chosińska Oferujemy noclegi 2 os.
Cena 190 os. Obiekt: centrum odnowy biologicznej, basen odkryty, łóżko oraz dostawka, leżak, leżak, bufet, do morza 800m. Camping Chosińska - 241158070 Kąty Rybackie ul.Gdańska 150 Tematyka:
| |||||||
|
|
|||||||
|
suknie Å›lubne stewia Å›cianki dziaÅ‚oweNa pamiatkê, ¿e w czasie wojny siê urodzi³),
Dobrze, mój Tadeuszu, ¿es siê dzis nagodzi³
Do domu, w³asnie kiedy mamy panien wiele.
Stryjaszek mysli wkrótce sprawiæ ci wesele;
Jest z czego wybraæ; u nas towarzystwo liczne
Od kilku dni zbiera siê na sady graniczne
Dla skoñczenia dawnego z panem Hrabia sporu;
I pan Hrabia ma jutro sam zjechaæ do dworu;
Podkomorzy ju¿ zjecha³ z ¿ona i z córkami.
M³odzie¿ posz³a do lasu bawiæ siê strzelbami,
A starzy i kobiety ¿niwo ogladaja
Pod lasem, i tam pewnie na m³odzie¿ czekaja.
Pójdziemy, jesli zechcesz, i wkrótce spotkamy
Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy".
Pan Wojski z Tadeuszem ida pod las droga
I jeszcze siê do woli nagadaæ nie moga.
S³oñce ostatnich kresów nieba dochodzi³o,
Mniej silnie, ale szerzej ni¿ we dnie swieci³o,
Ca³e zaczerwienione, jak zdrowe oblicze
Gospodarza, gdy prace skoñczywszy rolnicze.Na spoczynek powraca. Ju¿ krag promienisty
Spuszcza siê na wierzch boru i ju¿ pomrok mglisty,
Nape³niajac wierzcho³ki i ga³êzie drzewa,
Ca³y las wia¿e w jedno i jakoby zlewa;
I bór czerni³ siê na kszta³t ogromnego gmachu,
S³oñce nad nim czerwone jak po¿ar na dachu;
Wtem zapad³o do g³êbi; jeszcze przez konary
B³ysnê³o jako swieca przez okienic szpary
I zgas³o. I wnet sierpy gromadnie dzwoniace
We zbo¿ach i grabliska suwane po ³ace
Ucich³y i stanê³y: tak pan Sêdzia ka¿e,
U niego ze dniem koñcza pracê gospodarze.
"Pan swiata wie, jak d³ugo pracowaæ potrzeba;
S³oñce, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,
Czas i ziemianinowi ustêpowaæ z pola".
Tak zwyk³ mawiaæ pan Sêdzia, a Sêdziego wola
By³a ekonomowi poczciwemu swiêta;
Bo nawet wozy, w które ju¿ sk³adaæ zaczêto
Kopê ¿yta, niepe³ne jada do stodo³y;
Ciesza siê z nadzwyczajnej ich lekkosci wo³y Opuszczony niespodziewanie przez posterunkowego, Seweryn nie wiedzia³, co z soba zrobiæ. Najniedorzeczniejsze, szalone pomys³y przelatywa³y mu przez g³owê. Ledwie Nawrocki znikna³ we drzwiach posterunku, chcia³ kierujac siê pierwszym odruchem biec za nim. I w tym momencie, gdy wyobrazi³ sobie siebie znów stojacego naprzeciw policjanta, uczu³, ¿e móg³by tego cz³owieka zabiæ. Wiêcej: zapragna³ go zabiæ. Jednoczesnie zda³ sobie sprawê, ¿e nie wystarczy³by mu sam fakt smierci Nawrockiego. Wówczas dopiero odczu³by ulgê, gdyby tamten przed smiercia cierpia³, gdyby cierpiac musia³ wiedzieæ, kto jest sprawca jego mêczarni.
W ciagu tej krótkiej chwili Seweryn mia³ wra¿enie, ¿e okrutne obrazy, które go opad³y, nie z niego pochodza, lecz syca siê jakas si³a le¿aca poza nim, niewiadoma i nieunikniona. Zanim jednak uczyni³ krok w kierunku ganka, oprzytomnia³. Zdja³ machinalnie czapkê, wiatr sprawi³ mu ulgê.
Na drodze by³o pusto. W pobli¿u pali³o siê tylko swiat³o w oknach posterunku. Przez jedno widaæ by³o sylwetkê Nawrockiego. Zdejmowa³ w³asnie p³aszcz.
Seweryn odwróci³ siê i ruszy³ przed siebie. Uszed³ ju¿ spory kawa³ek, gdy zorientowa³ siê, i¿ znalaz³ siê na koñcu wsi. Z g³êbi mroku wy³ania³ siê kanciasty cieñ koscio³a z wie¿a jeszcze nie wykoñczona i p³asko sciêta, a z boku, w odleg³osci dobrych paruset kroków, swieci³o siê okno plebanii. Wtedy przysz³o Sewerynowi na mysl, aby odwiedziæ ksiêdza Siechenia. Przypuszcza³, ¿e ze wzglêdu na godzinê i pogodê zastanie go w domu. Nie zastanawia³ siê, dlaczego chce to uczyniæ, czu³ tylko, ¿e nie mo¿e w podobnym stanie wróciæ do domu. Nie móg³ równie¿ byæ sam.
Proboszcza zna³ ma³o. S³ysza³ cos niecos o jego nieporozumieniach z okolicznymi dworami, wiedzia³, ¿e ojcu, chocia¿ daje pieniadze na przebudowê koscio³a, te¿ niejedno nie podoba siê w ksiêdzu. Ale by³o mu to obojêtne. Sam zas z kilku krótkich spotkañ w ciagu wakacji wyniós³ o ksiêdzu Siecheniu wra¿enie raczej korzystne. Ju¿ to samo, ¿e proboszcz sedelnicki ró¿ni³ siê od wielu swoich kolegów, usposabia³o go dziêki wrodzonej przekorze przychylnie. Teraz wydawa³o mu siê, ¿e nikt inny, tylko ten cz³owiek mo¿e mu pomóc. Nie wiedzia³ w czym i w jaki sposób, poszed³ za odruchem.
Minawszy drogê, pchna³ furtkê i scie¿ka biegnaca ogrodem wsród zesch³ych i w mroku szeleszczacych s³oneczników podszed³ do plebanii. Od frontu by³a ciemna, tylko z boku, najwidoczniej z okna kuchennego, pada³a na trawnik smuga s³abego swiat³a.
Seweryn zatrzyma³ siê.
Ogród pe³en ostrych chrzêstów, zdawa³ siê razem z wiatrem unosiæ ku górze i tam w ciê¿kich ciemnosciach sta³ nieruchomy jak chmura gradowa. Z daleka niezmiennym be³kotem dobiega³ m³yn.
Seweryn by³ ju¿ pewny, ¿e ksiadz wyszed³ z domu. Pomysla³: nie ma sensu zachodziæ na plebaniê. Ale gdy wyobrazi³ sobie drogê powrotna: d³uga, wiejska ulicê wsród chat milczacych i pod niebem, które ¿adnym g³osem nie odpowie niepokojowi, szybko podszed³ do drzwi i mocno zapuka³. Czeka³ d³u¿sza chwilê. Zapuka³ po raz drugi. Pos³ysza³ wreszcie za drzwiami czyjes powolne kroki. Otworzy³a Ksienia.
Spyta³:
- Ksiadz proboszcz w domu?
Nie pozna³a go i zaczê³a szybko mówiæ, ¿e proboszcza nie ma i pewnie nieprêdko przyjdzie, wiêc najlepiej jutro zg³osiæ siê.
Seweryn, wsparty ramieniem o uchylone drzwi, pchna³ je lekko | |||||||