Agroturystyka Chłopy od wody 600m<br /><br />, Pensjonat Chłopy do morza 3km<br /><br />, Domek letniskowy Chłopy od wody 1400m<br /><br />, Kwatera prywatna Chłopy od plaży 600m<br /><br />, Apartament Chłopy do plaży 900m<br /><br />

Strona główna

Agroturystyka Chłopy od wody 600m

Agroturystyka Chłopy Derlicka Polecamy pokoje 5 os. Cena 10 os.Obiekt:centrum masażu, baseny, ekskluzywne łózka, kuchenka, balkon, pełne wyzywienie, do morza 600m.Agro

Pensjonat Chłopy do morza 3km

Pensjonat Chłopy Siewierska Oferta wolne noclegi 6 osobowy. Cena 130 os.Obiekt:basen odkryty, odnowa spa, lozko dwu osobowe, leżak, dostep do internetu, śniadania i

Domek letniskowy Chłopy od wody 1400m

Domek letniskowy Chłopy Kulczycka Posiadamy noclegi 5 os. Cena 60 os.Obiekt:restauracje, basen kryty, wygodne spanie, koc, balkon, śniadania i obiady, od plaży 1

Kwatera prywatna Chłopy od plaży 600m

Kwatera prywatna Chłopy Jungowska Oferujemy noclegi 2 os. Cena 30 os.Obiekt:place zabaw, centrum masażu, łóżko oraz dostawka, prysznic, leżak, śniadania i obia

Apartament Chłopy do plaży 900m

Apartament Chłopy Orczewska Polecamy nocleg 5 osobowy. Cena 35 os.Obiekt:plac zabaw, centrum turystyczne, łóżko łaczone 2 osobowe, kuchenka, dostep do internetu, bu
4 5 6 7 8 | 9 | 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21

Å›cianki dziaÅ‚owe stewia suknie Å›lubneMaz chodzil po pokoju, szarpiac wlosy na glowie obiema rekami. - Na pokaz, na pokaz... - pomrukiwal. - Co? Na pokaz...? Czekaj, dlaczego na pokaz? - Coraz bardziej mi sie wydaje, ze to nie dla ciebie i dla mnie ta maskarada, tylko dla kogos innego. Na co on ci kladl nacisk? zeby jezdzic razem do Ziemianskiego i zebys sie wyglupial w samochodzie. Cos robil w lodzi? - Nic, zlozylem zamowienie na tafte. Moglem wyslac poczta, ale kazal mi jechac i poogladac... - No widzisz. A mnie kazali latac na spacery. I robic zakupy. Ktos musial nas widziec... - Zagladal ci kto w zeby na tych spacerach? - Nie wiem. Ale debil mi patrzyl na rece... A za kazdym razem, jak jechalismy do Ziemianskiego, ktos tam sie petal. Raz taksowka z pijakiem, raz facet na motorze... Maz zatrzymal sie przy stole, wypil resztke kawy, popatrzyl na mnie roztargnionym wzrokiem i znow zaczal chodzic. - Owszem, w tym cos jest - przyznal. - Na pokaz, mozliwe, zeby wszyscy mysleli, ze jestesmy w domu. Ale to nie to, to jeszcze nie to... Tys przedtem powiedziala cos waznego i tak mi jakos zaswitalo... Nie pamietasz, co powiedzialas? - Rozmaite rzeczy. Najbardziej mnie niepokoi to, ze ukryli wzajemne powiazania... - Czekaj, czekaj... wlasnie, ze stanowia jedna spolke... Nie, nie to. Ulokowali tu nas zamiast siebie... O, wlasnie! Wladowali tu nas zamiast siebie, podstepnie i pod falszywymi pozorami! Po jaka cholere? Ten dom ma wyleciec w powietrze, czy jak? Nagla jasnosc eksplodowala mi w umysle. Zrobilo mi sie zimno w srodku i cos mnie zaczelo dlawic. - Gdzie jest paczka dla kacyka? - spytalam gwaltownie. Maz zatrzymal sie jak wryty, spojrzal na mnie i znieruchomial z pazurami we wlosach. - Lezy w moim pokoju. Bo co...? - Oni przeciez wiedzieli, ze jej nigdzie nie zaniesiemy, prawda? Zostawimy w domu. A jezeli w tej paczce jest cos... Nie mowie zaraz bomba, ale cos szkodliwego... O rany boskie, czy ja wiem, wydziela cos, promieniuje... W powietrzu powialo przerazliwa zgroza. Maz wyraznie zbladl. - Rad...? - wyszeptal ochryple. Podnioslo mnie z fotela. - Nie wiem. Moze wybuchnie i zmiecie z powierzchni ziemi cala te chalupe albo co... Robi sie takie rzeczy, chlopi podpalaja cale wsie, odszkodowanie, tu jest polisa PZU, moze im chodzi o fikcyjna smierc... Maz odzyskal zdolnosc ruchu. Nie sluchajac dalej moich apokaliptycznych przypuszczen, runal na schody, omal nie wyrywajac drzwi z zawiasow. Rzucilam sie za nim. Wpadlismy do jego pokoju i zastyglismy oparci o biurko, patrzac na lezaca na nim paczke jak na straszliwego, jadowitego gada, chwilowo pograzonego w lekkiej drzemce. Po krotkiej chwili hipnotycznego transu, tknieci nagle ta sama mysla, rownoczesnie pochylilismy sie nad biurkiem, nasluchujac w napieciu. Nic nie bylo slychac, paczka lezala niejako w milczeniu, nie wydajac z siebie zadnych dzwiekow. - Bomba powinna cykac... - wyszeptalam niepewnie. - Ciezkie to jak cholera... - odmruknal maz. Czas jakis trwalismy w bezruchu, bez slowa, byc moze myslac, chociaz nie bylo to takie pewne. Sluszniej byloby mniemac, iz proces myslenia rowniez ulegl w nas zahamowaniu. - Co robimy? - spytalam wreszcie dramatycznym szeptem. - Trzeba sie zastanowic - odszepnal niespokojnie maz. - Chyba musimy to obejrzec... - Rozpakowac...? Kiwnal glowa, tepo wpatrzony w upiorny przedmiot, i dalej trwal w bezruchu. Opuszczony niespodziewanie przez posterunkowego, Seweryn nie wiedzia³, co z soba zrobiæ. Najniedorzeczniejsze, szalone pomys³y przelatywa³y mu przez g³owê. Ledwie Nawrocki znikna³ we drzwiach posterunku, chcia³ kierujac siê pierwszym odruchem biec za nim. I w tym momencie, gdy wyobrazi³ sobie siebie znów stojacego naprzeciw policjanta, uczu³, ¿e móg³by tego cz³owieka zabiæ. Wiêcej: zapragna³ go zabiæ. Jednoczesnie zda³ sobie sprawê, ¿e nie wystarczy³by mu sam fakt smierci Nawrockiego. Wówczas dopiero odczu³by ulgê, gdyby tamten przed smiercia cierpia³, gdyby cierpiac musia³ wiedzieæ, kto jest sprawca jego mêczarni. W ciagu tej krótkiej chwili Seweryn mia³ wra¿enie, ¿e okrutne obrazy, które go opad³y, nie z niego pochodza, lecz syca siê jakas si³a le¿aca poza nim, niewiadoma i nieunikniona. Zanim jednak uczyni³ krok w kierunku ganka, oprzytomnia³. Zdja³ machinalnie czapkê, wiatr sprawi³ mu ulgê. Na drodze by³o pusto. W pobli¿u pali³o siê tylko swiat³o w oknach posterunku. Przez jedno widaæ by³o sylwetkê Nawrockiego. Zdejmowa³ w³asnie p³aszcz. Seweryn odwróci³ siê i ruszy³ przed siebie. Uszed³ ju¿ spory kawa³ek, gdy zorientowa³ siê, i¿ znalaz³ siê na koñcu wsi. Z g³êbi mroku wy³ania³ siê kanciasty cieñ koscio³a z wie¿a jeszcze nie wykoñczona i p³asko sciêta, a z boku, w odleg³osci dobrych paruset kroków, swieci³o siê okno plebanii. Wtedy przysz³o Sewerynowi na mysl, aby odwiedziæ ksiêdza Siechenia. Przypuszcza³, ¿e ze wzglêdu na godzinê i pogodê zastanie go w domu. Nie zastanawia³ siê, dlaczego chce to uczyniæ, czu³ tylko, ¿e nie mo¿e w podobnym stanie wróciæ do domu. Nie móg³ równie¿ byæ sam. Proboszcza zna³ ma³o. S³ysza³ cos niecos o jego nieporozumieniach z okolicznymi dworami, wiedzia³, ¿e ojcu, chocia¿ daje pieniadze na przebudowê koscio³a, te¿ niejedno nie podoba siê w ksiêdzu. Ale by³o mu to obojêtne. Sam zas z kilku krótkich spotkañ w ciagu wakacji wyniós³ o ksiêdzu Siecheniu wra¿enie raczej korzystne. Ju¿ to samo, ¿e proboszcz sedelnicki ró¿ni³ siê od wielu swoich kolegów, usposabia³o go dziêki wrodzonej przekorze przychylnie. Teraz wydawa³o mu siê, ¿e nikt inny, tylko ten cz³owiek mo¿e mu pomóc. Nie wiedzia³ w czym i w jaki sposób, poszed³ za odruchem. Minawszy drogê, pchna³ furtkê i scie¿ka biegnaca ogrodem wsród zesch³ych i w mroku szeleszczacych s³oneczników podszed³ do plebanii. Od frontu by³a ciemna, tylko z boku, najwidoczniej z okna kuchennego, pada³a na trawnik smuga s³abego swiat³a. Seweryn zatrzyma³ siê. Ogród pe³en ostrych chrzêstów, zdawa³ siê razem z wiatrem unosiæ ku górze i tam w ciê¿kich ciemnosciach sta³ nieruchomy jak chmura gradowa. Z daleka niezmiennym be³kotem dobiega³ m³yn. Seweryn by³ ju¿ pewny, ¿e ksiadz wyszed³ z domu. Pomysla³: nie ma sensu zachodziæ na plebaniê. Ale gdy wyobrazi³ sobie drogê powrotna: d³uga, wiejska ulicê wsród chat milczacych i pod niebem, które ¿adnym g³osem nie odpowie niepokojowi, szybko podszed³ do drzwi i mocno zapuka³. Czeka³ d³u¿sza chwilê. Zapuka³ po raz drugi. Pos³ysza³ wreszcie za drzwiami czyjes powolne kroki. Otworzy³a Ksienia. Spyta³: - Ksiadz proboszcz w domu? Nie pozna³a go i zaczê³a szybko mówiæ, ¿e proboszcza nie ma i pewnie nieprêdko przyjdzie, wiêc najlepiej jutro zg³osiæ siê. Seweryn, wsparty ramieniem o uchylone drzwi, pchna³ je lekko
Skuteczne pozycjonowanie
Arteria - Twój klucz do sukcesu
Pozycjonowanie
dobre programy
pobierz programy i gry, za darmo z…
projekt domu
projekt domu
apteka internetowa
Opis

konto w inteligo files systemy wystawiennicze aktywny wypoczynek Gry
leasing soczewki kontaktowe american schools sztućce import brokatu Puść mnie matko - Dżem biuro rachunkowe częstochowa