Domek letniskowy Gdynia do plazy 150m<br /><br />

Strona główna

Domek letniskowy Gdynia do plazy 150m

Domek letniskowy Gdynia Żegota Oferujemy wolne noclegi 5 os.
Cena 85 os.

Obiekt:
salon odnowy biologicznej, parking, lozko dwu osobowe, parawan, radio, pełne wyzywienie, do morza 50m.

Domek letniskowy Żegota - 777751552
Gdynia ul.Słowackiego 40

Tematyka:


Polecamy również:

Å›cianki dziaÅ‚owe stewia suknie Å›lubneWeszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. „Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu...” Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie. - Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie. - Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie... Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie. - Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste... Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia. - Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji... Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta. - Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie. - Chwileczke, dobrze? - poprosilam. Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania? - W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech. - Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi! - Dziekuje panu... - Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil? Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro. W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie. - Slucham? Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia? - Nie. - Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni? - To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki. - Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz? - Oczywiscie! - Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen... - Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu! - Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal. - Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku! - Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin? - Nie. Nie mam pojecia... - Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci! Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku. - Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila? Przy wielkich kasztanach, znaczacych poczatek Sedelnik, Seweryn zwolni³ kroku. Wprawdzie droga i tu pomiêdzy pierwszymi, rzadko osiad³ymi cha³upami by³a pusta, od strony pola wies okuta mrokiem robi³a wra¿enie wymar³ej, wola³ jednak zachowaæ na wszelki wypadek ostro¿nosæ. Nie chcia³, aby zobaczy³ go ktokolwiek, pêdzacego noca jak opêtaniec. Obciagna³ p³aszcz, poprawi³ czapkê. By³ ju¿ spokojny. Wariacki bieg na oslep poprzez pola zrobi³ swoje. Pozosta³ po nim szybki oddech, mocne bicie serca i palenie policzków wysmaganych wiatrem, ale w³asnie z tymi jak gdyby ostatnimi dreszczami podniecenia by³o Sewerynowi dobrze. Skrêcajac ko³o krzy¿a w g³ówna ulicê wsi, spojrza³ w kierunku plebanii: swiat³o nie pali³o siê. Za to, gdy mija³ posterunek, wyda³o mu siê, ¿e w g³êbi izby mignê³a sylwetka Nawrockiego. Nie bêdac jednak pewny, czy uleg³ z³udzeniu, cofna³ siê na przeciwna stronê drogi i w cieniu drzewa przystana³. Ale stamtad jasny prostokat okna ukazywa³ tylko wnêtrze izby: otwarte drzwi szafy, stó³, w g³êbi pó³ki z papierami. Drugie okno zamyka³a okiennica przepuszczajaca zaledwie waskie pasemko swiat³a. Jednak wysoki cieñ cz³owieka na scianie upewni³ Seweryna, ¿e pokój nie jest pusty. Bojac siê, ¿e mo¿e go ktos przy³apaæ na tym podpatrywaniu, chcia³ podejsæ bli¿ej, gdy w oknie ukaza³ siê Nawrocki. Sta³o siê to tak nagle, i¿ Seweryn odskoczy³ w ty³. Sucha ga³azka trzasnê³a mu pod nogami, zakla³ pod nosem. Dalej cofaæ siê nie móg³, mia³ poza soba parkan, gdzies w pobli¿u zacza³ ujadaæ pies, rozleg³y siê mêskie g³osy. W pierwszej chwili wyda³o siê Sewerynowi, ¿e Nawrocki dostrzeg³ go. Sta³ wiêc przyklejony plecami do p³otu, w obawie, ¿e najl¿ejszy ruch mo¿e go zdradziæ. Dopiero, gdy zda³ sobie sprawê z odleg³osci dzielacej go od Nawrockiego i z mroku, uspokoi³ siê. Nie mogac jednak uwolniæ siê od wra¿enia, ¿e spojrzenie Nawrockiego biegnie w jego kierunku, schyli³ siê i tak zgiêty, na palcach przesuna³ siê powoli poza niebezpieczne pole widzenia. „Trzeba teraz wziaæ siê w garsæ” - pomysla³ znalaz³szy siê z powrotem na drodze. Wszystko sz³o dotad jak najlepiej. Obecnosæ Nawrockiego na posterunku przekona³a go, ¿e siê nie omyli³ w przypuszczeniach. Co jednak mia³o oznaczaæ to „o dziesiatej” rzucone na po¿egnanie Litowce? Zanim wszed³ do karczmy, spojrza³ na zegarek: nafosforyzowane wskazówki wskazywa³y kwadrans po ósmej. „£adny kawa³ek czasu prze³azi³em” - pomysla³. W tym miejscu by³o ju¿ nieco jasniej, zobaczy³ wiêc, ¿e buty ma w rozpaczliwym stanie, ledwie widaæ by³o skórê spod grubej warstwy gliniastego b³ota. Tym lepiej! Jeszcze raz poprawi³ p³aszcz i krokiem szybkim, jak gdyby wynik³ym z d³ugiego marszu, skierowa³ siê w stronê drzwi. Litowka siedzia³ za kontuarem. - O, pan in¿ynier! - zawo³a³ widzac wchodzacego. Seweryn rozesmia³ siê swobodnie. - Nie mo¿e pan narzekaæ, ¿ebym rzadko pana odwiedza³... Zdja³ rêkawiczki, rzuci³ je na najbli¿szy stolik i zacza³ rozcieraæ d³onie. - Zmarz³em! Niech mi pan da kieliszek wódki, ale du¿y, wie pan: taki pañski kieliszek. Litowka zakrzatna³ siê ¿wawo. - Ju¿ siê robi. A mo¿e szklaneczkê? Seweryn skina³ g³owa. - Niech bêdzie. Nalewanie wódki zdawa³o siê ca³kowicie poch³aniaæ uwagê Litowki. Ale mimo dobrodusznie opuszczonych powiek, zda¿y³ obrzuciæ Gej¿anowskiego szybkim spojrzeniem. - Najlepsza, jaka jest! - cmokna³ z zadowoleniem. - Dla znawców... Seweryn ciagle usmiecha³ siê. - Wszystko jedno jaka. Byle wódka. - Pan in¿ynier by³ na spacerze? - Tak - mrukna³ Seweryn. Nie chcia³ siê przedwczesnie rozgadaæ. Wzia³ szklankê i t³umiac obrzydzenie, nie lubi³ bowiem wódki w tak du¿ej ilosci, wypi³ trunek jednym przechyleniem. - Jeszcze? - przechyli³ siê przez szynkwas Litowka
Skuteczne pozycjonowanie
Arteria - Twój klucz do sukcesu
Pozycjonowanie
dobre programy
pobierz programy i gry, za darmo z…
projekt domu
projekt domu
apteka internetowa
Opis

Dobre strony internetowe tworzenie stron bielsko files jêzyk angielski NLP
Sony alfa 330 opinie najlepsze diety odchudzające ścianki szklane mentis książki informatyka katalog