|
|
|
||||||
Domek letniskowy Mechelinki do wody 50m
Domek letniskowy Mechelinki Barczyńska Posiadamy noclegi 3 osobowy.
Cena 45 os. Obiekt: disco, salon piekności, lozko dwu osobowe, koc, leżak, bufet, od plaży 3km. Domek letniskowy Barczyńska - 942047705 Mechelinki ul.Brzechwy 150 Tematyka:
| |||||||
|
|
|||||||
|
stewia ścianki działowe suknie ślubneOgarniao go coraz wiksze podniecenie, w niepokj, ktry zawsze si w nim odzywa, gdy wiedzia, e zo moe by posuszne jego woli, kiedy mg je obserwowa w zwolnionym dziaaniu, w saczeniu si kropla po kropli, podobne truciznie pozornie kuszacej, a dopiero po chwili znieksztacajacej rysy twarzy. Przypomniao mu si, e ulubionym jego zajciem w latach chopicych byo mordowanie wszystkich napotkanych po drodze stworze: muchy odarte ze skrzyde wbija na szpilk i trzepocace si podpala, rozdeptywa motyle, ostra laska przygwada aby, zabija jaszczurki i swierszcze, rozkopywa i burzy mrowiska. Kiedy w dwunastym roku ycia otrzyma od ojca flower, rozpocza systematyczne tpienie wiewirek. Najwicej jednak zadowolenia da mu pewien dzie pznego lata, gdy przyczaiwszy si w rowie koo supw telegraficznych zastrzeli jaskk. Po raz pierwszy odczu wwczas cierpka rados towarzyszaca amaniu uswiconych zwyczajw.
I w tym momencie pomysla, e niedaleka by moe jest chwila, kiedy w Michasiu, z pewnoscia nie splamionym dotychczas adnym brudnym uczynkiem, odezwie si okruciestwo. Kog moe to omina? Kogo sta, aby zdoa wyama si z oglnego prawa natury? Gdyby nie lk przed dorazna kara, kt by nie zabija, kto umiaby osoni si przed pokusami, ktre pragna karmi si zem? Wtem uczu, e jednoczesnie z tymi myslami, niby w innej rzeczywistosci, istnia w nim jakis nieokreslony i nieuchwytny gos. Mia takie wraenie, jakby czegos zapomnia.
Poderwa si z krzesa nieopanowanym ruchem i tak szybko cofna si w stron okna, e nie zauway nawet, kiedy Michas take wsta. Wzrok jego przyku duy krzy odcinajacy si od pobielanej sciany ciemnym, chropowatym drzewem. Sewerym zdziwi si, e dopiero teraz go dostrzeg. Chocia krzy wisia na wprost wejscia, dokadnie pamita, i gdy wszed do pokoju, sciana wydaa mu si pusta.
Po krtkiej ciszy nowe natarcie wiatru zabrzmiao wzmoonym nateniem, jakby sptane nocne siy wszystkie razem zerway si z uwizi i podobne skrzydlatym szatanom spady gniewnym kbowiskiem na ziemi.
Seweryn drgna. Zda sobie nagle spraw, jaki to gos przed chwila dawa w nim o sobie zna. Usysza wyraznie sowa, ktrych kiedys, gdy przystpowa po raz pierwszy do komunii, uczy si na pami: Panie, nie jestem godzien, abys wszed pod dach mj, ale rzeknij sowo, a bdzie zbawiona dusza moja. Usysza to zdanie nasycone tym samym przelotnym wzruszeniem, z jakim je wwczas za kapanem powtarza. Ujrza biay ornat triumfujacy czerwienia krzya, zoty kielich a wyej monotonny nieomal dotykalny szept ksidza: Corpus Domini nostri Jesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam.
Ockna si usyszawszy gos chopca. Ale nie zrozumia sw. Spojrza w jego stron:
- Mwies cos?
- Wychodzi ju pan? - spyta tamten z akcentem zawodu.
Seweryn powtrzy machinalnie:
- Czy wychodz?
I niespodziewanie oywi si.
- Nie, oczywiscie, e nie wychodz! Skade? Nawet mi to do gowy nie przyszo. Co za pomys! Obiecaem ci przecie opowiedzie... No i c mi si tak przypatrujesz, jakbys ducha zobaczy?
Michas zblad i cofna si.
- Dziwnie pan tak teraz wyglada...
Seweryn rozesmia si haasliwie.
- Ja dziwnie? Wydaje ci si, mj may. Dlaczeg miabym dziwnie wyglada.
Przeciagna jednak niespokojnie donia po twarzy, jakby chcia siebie w ten sposb sprawdzi. Cos go musiao zastanowi, bo szybko nachyli si w stron lampy.
- Chodz no tutaj! - skina na chopca.
Michas zbliy si.
- Co dziwnego zobaczyes we mnie? No, mw! Syszysz? Czego stoisz i gapisz si? Masz mi w tej chwili powiedzie. Co jest we mnie dziwnego?
Nie mogac si doczeka odpowiedzi, chwyci Michasia za rk - Nic nie szkodzi, zaczekam.
Z tyu, od strony kuchni, pada blask lampy. Dopiero teraz, w tym pcieniu Ksienia poznaa Gejanowskiego. Z miejsca zakrzatna si.
- A, to panycz! Prosz wejs. Niech panycz zaczeka. Zaraz zaswiec.
Wszed za nia do srodka, a Ksienia truchcikiem pobiega do kuchni. Wrcia z lampa.
- Tdy, o niech tdy panycz idzie, tu sobie w pokoju panycz zaczeka. Ksidza proboszcza tylko patrzy...
W pierwszej chwili Seweryn nie dostrzeg Michasia. Dopiero, kiedy Ksienia wysuna si na srodek i swiato lampy ogarno cay pokj, zobaczy chopca stojacego pod sciana przy oknie.
Tymczasem Ksienia, postawiwszy lamp na stole, dyskretnie si wycofaa. Seweryn poczu si troch nieswojo. Sta w paszczu, z czapka w rku, udawa, e rozglada si po pokoju, w rzeczywistosci jednak niczego nie widzia, ciagle bowiem czu na sobie uwany i nieufny wzrok chopca. Czeg on mi si tak przyglada, ten smarkacz? - pomysla ze zoscia.
Nagle zwrci si w tamta stron i uda zdziwienie.
- O, widz, e nie jestem sam!
Michas sta ciagle pod sciana, nie spuszczajac oczu z Gejanowskiego.
Teraz dopiero Seweryn zorientowa si, kim jest may. Sysza, e proboszcz ma wychowanka, ale sam tylko raz jeden widzia Michasia. Byo to jeszcze przed rokiem, ktrejs niedzieli. Chcac zatrze drobne, lecz nieprzyjemne starcie z ojcem, wybra si wwczas przykadnie na sum. Jeeli kiedykolwiek bywa na naboestwie, zatrzymywa si zawsze przed koscioem. Tym razem, poniewa pada deszcz, wszed do srodka. Nie mia zamiaru zapuszcza si gboko, ale stojacy przy wejsciu chopi zaczli rozstpowa si, musia wic, nie chcac zwraca na siebie uwagi, dojs do otarza. Jak kady, kto nie uczestniczy w naboestwie, przypatrywa si rozmaitym twarzom. Midzy innymi, ju pod koniec sumy, zwrci jego uwag chopiec suacy do mszy. Zadziwi go wwczas przez chwil niezwyka czystoscia i niewinnoscia spojrzenia. Czuo si, e ten kilkunastoletni dzieciak z gbokim i niefaszowanym przejciem towarzyszy ksidzu.
Seweryn odsuna od stou krzeso i usiadszy, wygodnie si rozpar.
- To ty jestes wychowankiem proboszcza, tak?
Michas skina gowa.
- A kto ja jestem, to chyba wiesz? Co, nie wiesz? artujesz! Naprawd nie wiesz? A to zabawny z ciebie chopak! Cos podobnego! Przecie tutaj najmniejsze dziecko powie ci, kim jestem. Nigdy mnie nie widziaes?
- Widziaem - odpar cicho.
- No wic?
- Ale nie znam pana.
- Jak to, widziaes i nie znasz? Poczekaj, poczekaj...
Rozesmia si | |||||||