Domek letniskowy Mechelinki od plazy 400m<br /><br />

Strona główna

Domek letniskowy Mechelinki od plazy 400m

Domek letniskowy Mechelinki Grubińska Posiadamy noclegi 5 osobowy.
Cena 120 os.

Obiekt:
dyskoteka, basen, lozko dwu osobowe, balkon, łazienka, śniadania i obiadokolacje, do plaży 500m.

Domek letniskowy Grubińska - 170573254
Mechelinki ul.Leszno 130

Tematyka:


Polecamy również:

stewia suknie ślubne ścianki działoweTez same widzi sprzety, tez same obicia, Z ktoremi sie zabawiac lubil od powicia; Lecz mniej wielkie, mniej piekne, niz sie dawniej zdaly. I tez same portrety na scianach wisialy. Tu Kosciuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma Podniesionymi w niebo, miecz oburacz trzyma; Takim byl, gdy przysiegal na stopniach oltarzow, ze tym mieczem wypedzi z Polski trzech mocarzow Albo sam na nim padnie. Dalej w polskiej szacie Siedzi Rejtan zalosny po wolnosci stracie, W reku trzymna noz, ostrzem zwrocony do lona, A przed nim lezy Fedon i zywot Katona. Dalej Jasinski, mlodzian piekny i posepny, Obok Korsak, towarzysz jego nieodstepny, Stoja na szancach Pragi, na stosach Moskali, Siekac wrogow, a Praga juz sie wkolo pali. Nawet stary stojacy zegar kurantowy W drewnianej szafie poznal u wniscia alkowy I z dziecinna radoscia pociagnal za sznurek, By stary Dabrowskiego uslyszec mazurek. Kiedy ockna si z omdlenia i otworzy oczy, wydao mu si, e jest w wizieniu. Mia wraenie, e ley na twardej pryczy, w ciasnej i niskiej celi, w gbi wyraznie zarysowao si mae, okratowane okno. Nie zaniepokoi si tym odkryciem. Jest noc - pomysla tylko. Nawet go to nie zainteresowao, w jaki si tu sposb dosta. Zamkna z powrotem powieki i tak lea dusza chwil. Dopiero szum wiatru i gosy uswiadomiy mu pomyk. Od razu przypomnia sobie miniona godzin, wszystko a do ostatniego bysku przytomnosci. C za historia! Lki, widziada, urojone rozmowy, goraczkowa maligna, stek chorobliwych bredni. Stwierdza to jednak obojtnie, bez wzruszenia, jakby w tym wszystkim nie bra bezposredniego udziau, lecz pozostawa z daleka w roli widza. Czu si zreszta teraz znacznie lepiej. Gdy usiad, nie zakrcio mu si w gowie, mina rwnie mczacy bezwad ciaa, ktre chocia dalekie od sprystosci, pozwalao ju przecie soba kierowa. Pierwszych kilka ruchw wykona sztywno i niepewnie, jakby by manekinem. Jeszcze nie dowierza. Ale gdy wyprostowa si i stana na nogach, wstapia w niego otucha. Nie bez zosliwej uciechy pomysla o policjantach, ktrych tak zrcznie umia pozostawi poza soba. Wrcia mu i sprawnos myslenia. Orientujac si wedug przebytej drogi, mg przypusci, i wedug wszelkiego prawdopodobiestwa znajdowa si gdzies w okolicy Wokowyska. Przedostania si do miasta wola nie ryzykowa. Zaspokoi gd- to byo obecnie najwaniejsze. Nie czekajac na swit, postanowi natychmiast, korzystajac z osony nocy, wyruszy na poszukiwanie jakiejs wsi. By pewny, e instynkt go nie omyli i dobrze poprowadzi. Wygramoli si z szaasu i poszed w kierunku, w ktrym uczyni pierwszy krok. Przyzwyczajony do czstego przebywania w ciemnosciach, szybko oswoi si z terenem. Po zapachu mokrade domysli si, e idzie wzdu rzeki. Br sosnowy w tym miejscu by wysoki i gsty, lecz brak krzakw uatwia posuwanie si naprzd. Ju po paru minutach Morawiec odrnia cikie i twardo mrok obiace cienie pni. Wymija je pewnie, oywiony ruchem szed coraz szybciej, ostry wiatr siek go po twarzy, nie czu jednak chodu. Byo mu lekko, prawie radosnie. Wsrd tego wewntrznego upojenia traci chwilami swiadomos, i znajduje si w lesie. Wysokie szumy ogromnymi wodospadami raz po raz spyway na ziemi, i oto, jakby zapodnione tym oywczym deszczem, wyrastay nagle pod nogami puszyste trawy, wolna przestrze ak otwieraa si dokoa, wiatr nastraja ciao pospiesznym i szerokim oddechem. Wydao si Morawcowi, i tylko patrze, a gwatowniejszy podmuch spynie snopem swiata, rozewrze w grze ciemnosci i wielkie niebo nocy wstanie wysoko, pene gwiazd wirujacych bezszelestnie: obszar bezkresny, pod ktrego bezpieczna osona uspiona noc wolno toczy swoje pola, miasta, lasy i rzeki. Kilka razy zawadza o wystajace korzenie, traci rwnowag, lecz machinalnie wyprostowywa si i szed dalej nie zauwaajac nawet potkni. Coraz wyrazniej zdawa sobie spraw, e musi si spieszy i ani na chwil nie wolno mu zatrzyma si i odpocza. Mia niejasna, lecz uporczywa pewnos, e gdyby teraz przystana - natychmiast wszystko by si odmienio. Znajdowa si w stanie podobnym do marzenia psennego, kiedy przeywa si powiewne obrazy pene napicia nerww, lecz wie si jednoczesnie, i obok, jakby o krok, stoi i czeka inna rzeczywistos i tylko nieznaczny ruch wystarczy nieuwanie w jej kierunku uczyni, aby jak wirom rzeki pozwoli si jej wciagna. Pocza go ogarnia niepokj. Byo mu coraz gorcej, palto zapite pod szyj utrudniao oddech. Rozpia je wic, odwina szalik, czapk zsuna z czoa. Nagle poczu, e grunt pod nogami staje si mikki. Zrobi jeszcze kilka krokw: ziemia wyraznie uginaa si. Bagna! - przemkno mu przez gow. Skrci raptownie w bok, rzuci si caym ciaem, ale ledwie dotkna nogami ziemi, uswiadomi sobie, i szybko zapada si w grzaskie mokrado. Instynktownie wyciagna przed siebie ramiona. Nie znalaz adnego oparcia, powietrze wymkno mu si z doni jak osliza ryba, szarpna si, chcia si podzwigna, uwolni nogi oblepione ju po kolana gsta mazia. Gdy wypry a do blu muskuy plecw i ju si zamierza poderwa do rozpaczliwego skoku, zawirowao mu w gowie, a w grze wysoko ponad soba, jakby w przelocie, ujrza czarne, opoczace skrzyda sosen. Jednoczesnie mdy odr bagniska uderzy go w nozdrza, pod palcami poczu lepka wilgo. Krzykna. Ju si nie zastanawia nad celowoscia ruchw. Jak zwierz osaczone w lesnym ostpie szamota si slepo, bi rkoma przed siebie. Grzzna przecie w mokrado coraz gbiej. Ju do pasa si zanurzy i ciagle jeszcze nie czu pod stopami oparcia: przepas rozwieraa si powoli, wchaniaa szarpiace si ciao bezszelestnie. Chcia jeszcze raz krzykna, woa pomocy. Ale strach i obrzydzenie zdawiy mu gardo. Usysza jedynie stumione rzenie, nieporadny, chrapliwy bekot czowieka, ktry dusi si. Koniec - pomysla. Nie czu alu, e umiera. Ogarna go tylko zacieka nienawis do podobnego koca, do smierci tak przypadkowej, bezsilnej i wstrtnej. Zdawa sobie spraw, e przytomnos nie opusci go do ostatniej chwili. Bdzie dziaa nawet wwczas, gdy boto zacznie mu si wdziera do ust, zalewa uszy, potem nos, wreszcie oczy. Wzdrygna si. Znw usuna si gbiej. Wo zgnilizny, cika i duszna, przyprawiaa go o mdosci. Bya cisza. Wiatr zatrzyma si gdzies ponad lasem. Tylko rozbudzone bagno dawao o sobie zna guchym bulgotem. W pobliu, moe z odlegosci kilkudziesiciu krokw, krzykna jakis ptak. Natychmiast drugi odpowiedzia z daleka. Dzikie kaczki. Morawiec nie rusza si. Odzyska rwnowag, sta wyprostowany, z domi lekko wzniesionymi. Byo dokoa tak ciemno, i wzrok na prno szuka jakiegokolwiek punktu oparcia. C? Zanim godzina przedswitu rozjasni mrok, bdzie ju po wszystkim. Nikt nawet nie domysli si, co si tu wydarzyo pewnej nocy. Za kilka tygodni mrozy zetna mokrada, spadnie snieg... Pomysla, e najlepiej uczyni przyspieszajac koniec. Im prdzej, tym lepiej. Przechyli si wic, ale zanim wykona zamierzony ruch, wydao mu si, e nogami opar si wreszcie o pewny grunt. Byo jednak za pzno. Nie zdoa ju opanowa rozpdu, ktry sam wywoa, gwatowne szarpnicie celem utrzymania rwnowagi spznio si o uamek sekundy i Morawiec zeslizna si na bok. Upad na prawa stron, dawiacy chd dosigna mu piersi, ogarna rami. Wtedy zacza krzycze. Ksiadz Sieche usysza ju pierwsze woanie Morawca. Dobiego go z daleka. Natychmiast zatrzyma si. Gos przyszed od strony Zelwianki. Czyby ktos zabadzi? Proboszcz skrci ze scieki i zacza pospiesznie is na przeaj lasem. Po gruncie opadajacym ku doowi lekka pochyoscia pozna, e rzeka musiaa przepywa niedaleko. Zwolni wic kroku, wiedzac, e w tej czsci lasu zdradzieckie bagna ciagny si na znacznej przestrzeni. Wiatr, wciskajacy pomidzy drzewa zgszczony zapach wilgoci, wskazywa na bliskos mokrade. Woanie nie powtrzyo si. Ksiadz Sieche przystawa kilka razy, nic jednak nie sysza, bya cisza, nawet szum sosen popyna gra stumiony. Sadzac, e uleg zudzeniu, zamierza zawrci, gdy nagle w odlegosci kilkudziesiciu najwyej krokw rozleg si przejmujacy krzyk, gos mczyzny gwatownie na penym oddechu wyrzucony, wibrujacy przeraeniem, woanie, ktre zrazu wydao si krtkie, lecz zanim si urwao, przeszo w przeciagy skowyt, rozdzierajacy, obakany ryk. Ksiadz Sieche zadra. Podobnie krzyczacych ludzi sysza w czasie wojny. Od razu zda sobie spraw, e musi komus grozi niebezpieczestwo. - Kto tu? - zawoa. Posuna si naprzd kilka krokw i poczu, e ziemia pod nogami zaczyna si ugina. Teraz wszystko zrozumia. Nie zastanawiajac si, e sam si naraa na niebezpieczestwo, rzuci si przed siebie w ciemnos. Grzazki grunt lekko si rozstapi i proboszcz po kolana zapad si w boto. Ale ju przy sobie, zaledwie o par metrw, sysza rzenie czowieka, oddech przyspieszony, wcisnity gdzies nisko, jak gdyby ze dna gbokiej przepasci wychodzacy. W tej chwili na nowo zerwa si wiatr. Gwatownym kbem runa z wysoka. Zafalowao powietrze. Ksiadz Sieche, wykrzykujac jakies sowa krtkie i urywane, przechyli si i nagle, gdy wydao mu si, e zapada si w mroczna gab, uczu pod palcami zacisnita do. Schwyci ja, ju ramiona tamtego czowieka trzyma w swoich ramionach, przyciagna je, poderwa, jakby dzwigna chcia ogromny gaz. Mysl proboszcza pracowaa rwno i spokojnie. Zdawa sobie spraw, e od tej jednej minuty zalee bdzie nie tylko ycie tamtego czowieka, lecz i jego wasne. Ta swiadomos dodaa mu si. Czu, e sia o jaka siebie nawet nie podejrzewa, wstpuje w niego i na wskros przenika. Z odlegosci czasu nigdy nie zdoa sobie przypomnie, w jaki sposb udao mu si tego przypadkowo spotkanego mczyzn uratowa. Pozostanie mu jedynie w wyobrazni ciemnos, a w niej okrutny ciar obcego ciaa, ktre przyciaga ku sobie kurczowym napreniem muskuw. Mia wraenie w tej chwili, jak gdyby zwar si z nieubaganym wrogiem, jak gdyby od tego, czy zwyciy, czy pozwoli si pokona, zaleao nie tylko ycie, lecz cos o wiele wikszego. Z poczatku Morawiec by zbyt oszoomiony zjawieniem si nieoczekiwanego zbawcy, aby dopomc jego wysikom. Gdy jednak uczu, e ciar bagna usuwa si powoli z piersi, wypry si instynktownie, mocniej przywar do obejmujacych go ramion. I tak przycisnici do siebie, zaczeni jednym oddechem i jednym dreniem, walczyli zaciekle, w skupionym milczeniu. Ksiadz Sieche poczu wyraznie pod nogami grunt. Wpar si w niego mocno. Odetchna. Tamten za to w ostatniej chwili osab. Gowa opada mu bezsilnie, ramiona zwiotczay. Proboszcz pociagna go za soba jeszcze kilka krokw. Znajdowali si ju w lesie. Ostronie wic, jakby mia do czynienia z chorym dzieckiem, uoy mczyzn na suchej ziemi. Morawiec lea bez ruchu. Ogarna go niemoc podobna tej, ktra nasza go przed godzina w szaasie. Ciao mia skostniae, oblepione botem, mimo to czu w sobie palace bolesne goraco. Szumiao mu w gowie. Mam goraczk - pomysla. Nagle wydao mu si, e czowiek, ktry go uratowa, odszed. Zaniepokojony, podzwigna gow. Ksiadz Sieche, usyszawszy szmer, przyklkna. Morawiec uspokoi si. Z powrotem opar gow o ziemi
Skuteczne pozycjonowanie
Arteria - Twój klucz do sukcesu
Pozycjonowanie
dobre programy
pobierz programy i gry, za darmo z…
projekt domu
projekt domu
apteka internetowa
Opis

files tanie meblocianki migiem.info nowoczesne klamki Wrba z kart
zyczenia noworoczne muzyka wall street położnictwo angielski łódź zrujnowa Bajeczna