Hotel Mechelinki do plazy 200m<br /><br />

Strona główna

Hotel Mechelinki do plazy 200m

Hotel Mechelinki Wyszogrodzka Polecamy wolne noclegi 3 os.
Cena 130 os.

Obiekt:
salon masazu, centrum rekreacji, ekskluzywne łózka, barek, wanna z hydromasażem, śniadania i obiadokolacje, do plaży 350m.

Hotel Wyszogrodzka - 563294818
Mechelinki ul.Hallera 190

Tematyka:


Polecamy również:

Owoce morza busy krakówMaz chodzil po pokoju, szarpiac wlosy na glowie obiema rekami. - Na pokaz, na pokaz... - pomrukiwal. - Co? Na pokaz...? Czekaj, dlaczego na pokaz? - Coraz bardziej mi sie wydaje, ze to nie dla ciebie i dla mnie ta maskarada, tylko dla kogos innego. Na co on ci kladl nacisk? zeby jezdzic razem do Ziemianskiego i zebys sie wyglupial w samochodzie. Cos robil w lodzi? - Nic, zlozylem zamowienie na tafte. Moglem wyslac poczta, ale kazal mi jechac i poogladac... - No widzisz. A mnie kazali latac na spacery. I robic zakupy. Ktos musial nas widziec... - Zagladal ci kto w zeby na tych spacerach? - Nie wiem. Ale debil mi patrzyl na rece... A za kazdym razem, jak jechalismy do Ziemianskiego, ktos tam sie petal. Raz taksowka z pijakiem, raz facet na motorze... Maz zatrzymal sie przy stole, wypil resztke kawy, popatrzyl na mnie roztargnionym wzrokiem i znow zaczal chodzic. - Owszem, w tym cos jest - przyznal. - Na pokaz, mozliwe, zeby wszyscy mysleli, ze jestesmy w domu. Ale to nie to, to jeszcze nie to... Tys przedtem powiedziala cos waznego i tak mi jakos zaswitalo... Nie pamietasz, co powiedzialas? - Rozmaite rzeczy. Najbardziej mnie niepokoi to, ze ukryli wzajemne powiazania... - Czekaj, czekaj... wlasnie, ze stanowia jedna spolke... Nie, nie to. Ulokowali tu nas zamiast siebie... O, wlasnie! Wladowali tu nas zamiast siebie, podstepnie i pod falszywymi pozorami! Po jaka cholere? Ten dom ma wyleciec w powietrze, czy jak? Nagla jasnosc eksplodowala mi w umysle. Zrobilo mi sie zimno w srodku i cos mnie zaczelo dlawic. - Gdzie jest paczka dla kacyka? - spytalam gwaltownie. Maz zatrzymal sie jak wryty, spojrzal na mnie i znieruchomial z pazurami we wlosach. - Lezy w moim pokoju. Bo co...? - Oni przeciez wiedzieli, ze jej nigdzie nie zaniesiemy, prawda? Zostawimy w domu. A jezeli w tej paczce jest cos... Nie mowie zaraz bomba, ale cos szkodliwego... O rany boskie, czy ja wiem, wydziela cos, promieniuje... W powietrzu powialo przerazliwa zgroza. Maz wyraznie zbladl. - Rad...? - wyszeptal ochryple. Podnioslo mnie z fotela. - Nie wiem. Moze wybuchnie i zmiecie z powierzchni ziemi cala te chalupe albo co... Robi sie takie rzeczy, chlopi podpalaja cale wsie, odszkodowanie, tu jest polisa PZU, moze im chodzi o fikcyjna smierc... Maz odzyskal zdolnosc ruchu. Nie sluchajac dalej moich apokaliptycznych przypuszczen, runal na schody, omal nie wyrywajac drzwi z zawiasow. Rzucilam sie za nim. Wpadlismy do jego pokoju i zastyglismy oparci o biurko, patrzac na lezaca na nim paczke jak na straszliwego, jadowitego gada, chwilowo pograzonego w lekkiej drzemce. Po krotkiej chwili hipnotycznego transu, tknieci nagle ta sama mysla, rownoczesnie pochylilismy sie nad biurkiem, nasluchujac w napieciu. Nic nie bylo slychac, paczka lezala niejako w milczeniu, nie wydajac z siebie zadnych dzwiekow. - Bomba powinna cykac... - wyszeptalam niepewnie. - Ciezkie to jak cholera... - odmruknal maz. Czas jakis trwalismy w bezruchu, bez slowa, byc moze myslac, chociaz nie bylo to takie pewne. Sluszniej byloby mniemac, iz proces myslenia rowniez ulegl w nas zahamowaniu. - Co robimy? - spytalam wreszcie dramatycznym szeptem. - Trzeba sie zastanowic - odszepnal niespokojnie maz. - Chyba musimy to obejrzec... - Rozpakowac...? Kiwnal glowa, tepo wpatrzony w upiorny przedmiot, i dalej trwal w bezruchu. Wyciagna³ rêkê, ale pan Ramian szukajac czapki tak siê jakos zakrzatna³, i¿ nie wiadomo by³o, czy w ogóle zauwa¿y³ ruch Seweryna. Ten zagryz³ tylko wargi i lekko poruszy³ d³onia w powietrzu, jakby rozpêdza³ niewidzialny dym. Administrator szybko wyszed³. Seweryn zosta³ sam w hallu. Ju¿ chcia³ pójsæ do jadalni, gdy wyda³o mu siê, ¿e z pokoju ojca dobieg³y kroki zmierzajace w stronê drzwi. „Czy¿by stary chcia³ ze mna rozmawiaæ?” - zaniepokoi³ siê. Wstrzyma³ oddech. „Nie, przes³ysza³em siê” - upewni³ siê po chwili. W domu by³a cisza. Odetchna³ z ulga. Wzia³ ze stolika zostawiona przez Ramiana gazetê, przedar³ na pó³ i zmiêta cisna³ do kosza. Kolacjê jad³ wolno, lecz z apetytem. Pó³mrok wyd³u¿ajacy rozleg³a salê, sciany, które dziêki ciê¿ko oprawnym obrazom zdawa³y siê chyliæ ku pod³odze, bezszelestne ruchy us³ugujacego Franciszka, leniwe ciep³o idace od kominka, a przede wszystkim cisza rozleg³ego domu i swiadomosæ, ¿e poza plecami biegnie w mroczna g³ab d³uga amfilada pokojów - wszystko to, odciête od wichury szalejacej na dworze, od brzêku rynien, szumu drzew i ³oskotu z rzadka szarpiacego okiennicami, stwarza³o nastrój ³agodny, nasycony spokojem i bezpieczeñstwem. „Ciekawy jestem, co jutro bêdê robiæ o tej porze? - pomysla³. - Powinno ju¿ byæ po wszystkim! Ca³a wies bêdzie siê trzasæ od domys³ów.” Usmiechna³ siê. Ale w zestawieniu z obecna atmosfera ca³y zamierzony plan znowu wyda³ mu siê nieomal nierzeczywisty. Zniecierpliwiony w³asnym niezdecydowaniem, wiêcej: niemo¿noscia ca³kowitego w¿ycia siê w to, co mia³y przyniesæ najbli¿sze godziny, odsuna³ talerz. Franciszek, jak opiekuñczy duch, natychmiast wy³oni³ siê z kata i stana³ obok. Seweryn ledwie zda¿y³ opanowaæ gwa³towny odruch niechêci. Dopiero teraz zda³ sobie sprawê, ¿e gdy jad³ - Franciszek przez ca³y czas musia³ na niego patrzeæ. Chcia³ wiêc sobie przypomnieæ, jak siê zachowywa³ i jaki mia³ wyraz twarzy. Jednoczesnie przemknê³o mu przez g³owê: czy Franciszek wie ju¿ o smierci Buraka? A inni, ca³a s³u¿ba, ci wszyscy, którzy znali zabitego jeszcze jako dziecko, pamiêtali go wyrostkiem? Przypomnia³ mu siê nagle jeden letni dzieñ sprzed dwóch lat: wróci³ do domu o tej samej mniej wiêcej porze co dzisiaj, sam jad³ kolacjê, us³ugiwa³ Burak, mniej wprawdzie bezszelestny i sprawny ni¿ Franciszek, ale za to bezposredniejszy, bli¿szy w swojej nieporêcznej m³odzieñczosci. Tego wieczoru Burak po raz pierwszy mia³ przyprowadziæ Sewerynowi dziewczynê ze wsi. Chocia¿ byli w jadalni sami, zakomunikowa³ mu te wiadomosci poufnym szeptem, g³osem, który zbyt dygota³ podnieceniem, aby brzmia³ spokojnie. Nazajutrz, gdy zjawi³ siê rano ze sniadaniem, o nic nie pyta³, ale Seweryn ³atwo odczyta³ w jego oczach b³ysk zaciekawienia. Ten b³ysk czêsto pózniej wraca³ w spojrzeniach lokajczyka. „Ciekawe, jak Burak wyglada³ w chwili smierci?” - pomysla³ Seweryn. Chcia³ sobie wyobraziæ twarz, która pamiêta³, sciêta ch³odem smierci. Jednak nie tylko jej nie ujrza³, ale nawet rysy ¿yjacego Buraka zaczê³y mu siê w pamiêci zacieraæ. W salonie zachrobota³ zegar i jedno jasne, niespodziewanie czyste uderzenie przeniknê³o z ciemnosci: pó³ do dziewiatej. Najdalej za godzinê Nawrocki powinien byæ u siebie w domu. Seweryn podniós³ siê ociê¿ale. Dopiero teraz, gdy stana³, odczu³ znu¿enie. - Gdzie pan in¿ynier ka¿e podaæ herbatê? - zapyta³ Franciszek. - Jak zawsze do salonu... Albo nie, niech Franciszek zaniesie do mego pokoju, zmêczony jestem, zaraz siê po³o¿ê. - S³ucham pana in¿yniera. Pokój, który zajmowa³ Seweryn, znajdowa³ siê na prawym skrzydle domu. Z hallu prowadzi³ w tamta stronê d³ugi korytarz, mo¿na równie¿ by³o przejsæ pokojami a¿ do tzw. ma³ej biblioteki, skad drzwi wychodzi³y na ten sam korytarz. W po³owie drogi Seweryn zatrzyma³ siê. Okiennice w drugim salonie by³y jeszcze nie zamkniête. swiat³o z jadalni dobiega³o tu ledwie uchwytnym odblaskiem, nik³ym, dogasajacym dr¿eniem zatrzymywa³o siê przed progiem i ciemnosæ rozleg³ego pokoju, jak gdyby niczym nie ograniczona, otwiera³a siê na ciemnosæ nocy ogromna i gêsta, a tylko gdzies w odleg³ej g³êbi bita szumem i wznoszaca siê k³êbami cieni. Nagle, nieomal pod samym oknem, przenikna³ ciszê krzyk puszczyka. Seweryn zawróci³. Szybkim krokiem przeszed³ przez salon, sto³owy, mina³ hall i zapuka³ do pokoju ojca. Nikt nie odpowiedzia³. Nacisna³ wiêc klamkê i lekko uchyli³ drzwi: gabinet by³ pusty i ciemny, swieci³o siê w sypialni. Miêkki dywan st³umi³ odg³os kroków. Przed progiem Seweryn zatrzyma³ siê. Gej¿anowski ubrany w swój domowy szlafrok, przypominajacy habit zakonny, klêcza³ przy ³ó¿ku na klêczniku obitym czerwonym pluszem, z g³owa wsparta o pulpit. Odwrócony plecami do drzwi, nie zauwa¿y³ obecnosci syna. Seweryn skrzywi³ siê pogardliwie. „Stary bigot!” - pomysla³. Nie chcac jednak, aby rozmowa rozbi³a siê o pierwsze trudnosci, cofna³ siê do gabinetu i g³osno chrzakna³. - Czy mo¿na? - spyta³. W sypialni zaszelesci³o
Noclegi w Åšwieradowie
Noclegi Góry Izerskie Spa, Tanie h…
swieradow24.pl
bet at home
100% bonus sprawdz bet-at-home.com
bukmacherskie.zakla…
nepa
Wspinanie
proclimb.pl
odhlasenimi

www.odhlasenimi.sta…
adresy firm
alfabetyczny spis firm
www.ibranzowy.pl

Personal Loan Podró¿e wózki inwalidzkie elektryczne remonty silników elektrycznych cash advance loans
carbo Catering Katowice Sklep komputerowy zakłady pogrzebowe Szczecin projektowanie wnętrz dobre wino chilijskie spis firm nauka dekoracja stołu ślub