|
|
|
||||||
Hotel Mielno od wody 3km
Hotel Mielno Åšniegocka Posiadamy wolne noclegi 4 os.
Cena 160 os. Obiekt: dyskoteka, plac zabaw, dwa łóżka jedno osobowe, sprzęt plażowy, radio, obiady, do wody 1200m. Hotel Śniegocka - 911589429 Mielno ul.Prusa 45 Tematyka: wisełka hotele nad morzem ośrodek wypoczynkowy relax campingi nad morzem łukęcin Kamień Kotowy jastrzębia góra
| |||||||
|
|
|||||||
|
stewia suknie ślubne ścianki działowe- Nic nie szkodzi, zaczekam.
Z ty³u, od strony kuchni, pada³ blask lampy. Dopiero teraz, w tym pó³cieniu Ksienia pozna³a Gej¿anowskiego. Z miejsca zakrzatnê³a siê.
- A, to panycz! Proszê wejsæ. Niech panycz zaczeka. Zaraz zaswiecê.
Wszed³ za nia do srodka, a Ksienia truchcikiem pobieg³a do kuchni. Wróci³a z lampa.
- Têdy, o niech têdy panycz idzie, tu sobie w pokoju panycz zaczeka. Ksiêdza proboszcza tylko patrzyæ...
W pierwszej chwili Seweryn nie dostrzeg³ Michasia. Dopiero, kiedy Ksienia wysunê³a siê na srodek i swiat³o lampy ogarnê³o ca³y pokój, zobaczy³ ch³opca stojacego pod sciana przy oknie.
Tymczasem Ksienia, postawiwszy lampê na stole, dyskretnie siê wycofa³a. Seweryn poczu³ siê trochê nieswojo. Sta³ w p³aszczu, z czapka w rêku, udawa³, ¿e rozglada siê po pokoju, w rzeczywistosci jednak niczego nie widzia³, ciagle bowiem czu³ na sobie uwa¿ny i nieufny wzrok ch³opca. „Czegó¿ on mi siê tak przyglada, ten smarkacz?” - pomysla³ ze z³oscia.
Nagle zwróci³ siê w tamta stronê i uda³ zdziwienie.
- O, widzê, ¿e nie jestem sam!
Michas sta³ ciagle pod sciana, nie spuszczajac oczu z Gej¿anowskiego.
Teraz dopiero Seweryn zorientowa³ siê, kim jest ma³y. S³ysza³, ¿e proboszcz ma wychowanka, ale sam tylko raz jeden widzia³ Michasia. By³o to jeszcze przed rokiem, którejs niedzieli. Chcac zatrzeæ drobne, lecz nieprzyjemne starcie z ojcem, wybra³ siê wówczas przyk³adnie na sumê. Je¿eli kiedykolwiek bywa³ na nabo¿eñstwie, zatrzymywa³ siê zawsze przed koscio³em. Tym razem, poniewa¿ pada³ deszcz, wszed³ do srodka. Nie mia³ zamiaru zapuszczaæ siê g³êboko, ale stojacy przy wejsciu ch³opi zaczêli rozstêpowaæ siê, musia³ wiêc, nie chcac zwracaæ na siebie uwagi, dojsæ do o³tarza. Jak ka¿dy, kto nie uczestniczy w nabo¿eñstwie, przypatrywa³ siê rozmaitym twarzom. Miêdzy innymi, ju¿ pod koniec sumy, zwróci³ jego uwagê ch³opiec s³u¿acy do mszy. Zadziwi³ go wówczas przez chwilê niezwyk³a czystoscia i niewinnoscia spojrzenia. Czu³o siê, ¿e ten kilkunastoletni dzieciak z g³êbokim i niefa³szowanym przejêciem towarzyszy ksiêdzu.
Seweryn odsuna³ od sto³u krzes³o i usiad³szy, wygodnie siê rozpar³.
- To ty jestes wychowankiem proboszcza, tak?
Michas skina³ g³owa.
- A kto ja jestem, to chyba wiesz? Co, nie wiesz? ¯artujesz! Naprawdê nie wiesz? A to zabawny z ciebie ch³opak! Cos podobnego! Przecie¿ tutaj najmniejsze dziecko powie ci, kim jestem. Nigdy mnie nie widzia³es?
- Widzia³em - odpar³ cicho.
- No wiêc?
- Ale nie znam pana.
- Jak to, widzia³es i nie znasz? Poczekaj, poczekaj...
Rozesmia³ siê Podobnie ustosunkowa³y siê do sedelnickiego proboszcza okoliczne dwory. Zbyt powa¿nie mówi³ o komunizmie, aby nie zostaæ posadzonym o wystêpne i skryte, a tak ze stanem duchownym nie licujace sympatie. Umacnia³ jeszcze ten sad swoimi wypowiedziami zarówno w kwestiach narodowosciowych, jak i w sprawie reformy rolnej. Ros³a wiêc przepasæ pomiêdzy nim a miejscowym ziemiañstwem. Dwory nie mog³y mu darowaæ, i¿ znajdowa³ ostre i bezwzglêdne s³owa, gdy przychodzi³o do rozmów o roli ziemiañstwa na kresach w dawnej Polsce niepodleg³ej i pózniej podczas zaborów. Przypominajac b³êdy przodków, dotkna³ ich potomków w najczulsze struny pró¿nosci. A jego wiara, ta równie¿ przemawia³a przeciw niemu. Uwa¿ano, ¿e zbyt wiele ¿ada, aby ¿adaæ szczerze. Zarzucano mu ciasny fanatyzm, ob³udê i nieznajomosæ natury cz³owieka. Dla tych ludzi wyros³ych w tradycyjnym przeswiadczeniu, i¿ s³u¿a obronie polskosci i katolicyzmu, Polska koñczy³a siê z granicami posiad³osci, a wiara zaczyna³a poza nimi. Wed³ug niepisanej umowy do s³ug Koscio³a nale¿a³o utrzymywaæ ten uk³ad, strzec go niby harmonii wy¿szego porzadku, zapewniajacej stowarzyszonym pokój ziemski i nagrodê niebieska.
Ksiadz Siecheñ maci³ równowagê wypracowana przez wieki. Jego Kosció³ rozsadza³ misterne spoid³a i wiazad³a, ³aczace dwór z plebania. Wyrasta³ na drodze ogromnym cieniem, k³adac ten posêpny znak niby s³owo ostrze¿enia. Odwrócono siê wiêc od niego. Jedna z rodzin, najznaczniejsza w powiecie, poczê³a nawet czyniæ starania w kurii biskupiej, aby niewygodnego proboszcza przeniesiono z Sedelnik. Zbyt jednak ¿ywa zachowano tam pamiêæ o mi³osci, jaka zmar³y niedawno biskup obdarza³ ksiêdza Siechenia, podówczas swego kapelana, aby dano pos³uch doradczym podszeptom.
Nowy biskup, cz³owiek du¿ej wiedzy i równej skromnosci, nie chcia³ nawet dyskutowaæ tej sprawy. Uwa¿a³, ¿e w przeciwnym wypadku zniewa¿y³by pamiêæ swego poprzednika, którego smieræ tak niezwyk³a i swiêta otoczy³a ju¿ legenda. I gdy jeden z proboszczów odwa¿y³ siê wypowiedzieæ w obecnosci biskupa kilka krytycznych uwag o ksiêdzu Siecheniu, spotka³ siê z tak ostrym upomnieniem, i¿ zrozumiano, ¿e ani teraz, ani w najbli¿szej przysz³osci nie podobna liczyæ na pomyslne przeprowadzenie zamierzonego planu. Stanowisko proboszcza sedelnickiego sta³o siê w ten sposób silniejsze ni¿ kiedykolwiek.
Lecz on sam nie czu³ ¿adnego triumfu. Nie takich pragna³ zwyciêstw. Gdy z listu jednego z kolegów seminaryjnych dowiedzia³ siê o owych nieudanych intrygach w kurii, zrozumia³, ¿e wszystkie jego zamiary stworzenia wspólnej akcji przepad³y ostatecznie. Nie potrzebowa³ ju¿ obawiaæ siê wyraznego bojkotu. Ale nienaganna poprawnosæ, z jaka zacza³ siê teraz spotykaæ, nios³a mu wiêksze jeszcze osamotnienie ni¿ wpierw jawna w pewnym okresie niechêæ. Jaka¿ ulga w podobnym opuszczeniu by³oby ufaæ, ¿e ten z³y czas dzwiga w sobie ciê¿ar próby rzuconej przez Boga! Ale czy¿ nie by³oby pycha doszukiwaæ siê w nêdzy i cierpieniu znaku wybrania? Jak¿e wierzyæ, ¿e Bóg ka¿e licznym b³adziæ, aby mnie od b³êdu ocaliæ? ¯e na oczy wielu rzuca cieñ, aby moim daæ czujnosæ? A sercom odbiera oddech, ¿eby moje nape³niæ rytmem?
Po raz pierwszy zwatpi³ wówczas ksiadz Siecheñ o s³usznosci obranej drogi. Czy nie omyli³ siê przyjmujac swiêcenia? Czy nie wzia³ ciê¿aru ponad swoje si³y? Zaczê³a w tych dniach kie³kowaæ w nim nowa mysl: klasztor. Mo¿e ta cisza i spokój pomiêdzy murami odgradzajacymi od swiata mia³y byæ jego przeznaczeniem? Nie praca wsród ludzi, lecz ucieczka od nich?
Nie znajdowa³ jednak w sobie decyzji, która pozwoli³aby mu zrezygnowaæ ze wzruszeñ, jakie prze¿ywa³, gdy wyszed³szy w jesienny wieczór przed dom s³ysza³ wsród mg³y kryjacej ³aki krzyk dzikich kaczek lub kiedy w letnie po³udnie powietrze lekko dr¿a³o od brzêku kos. Ziemiê pod stopami, niebo nad g³owa - oto co musia³by porzuciæ. Wyrzec siê podmuchu przedwiosennego, czasu, gdy powietrze wch³aniajac s³odycz zakwitania jest tak lekkie i powiewne, jakby ca³e z zielonej przêdzy by³o utkane, odejsæ od nocy, z których jedne rzucaja trwogê, lecz inne moga ³askawie otworzyæ swoja g³êbiê slac dreszcz uspokojenia, nie, jak¿e odrzuciæ dobrowolnie to wszystko!
Przecie¿ jednego dnia drêczony watpliwosciami szczególnie bolesnie, czujac, ¿e na d³u¿sza walkê nie starczy mu si³, zdecydowa³ siê ksiadz Siecheñ z³o¿yæ prosbê o zwolnienie z dotychczasowych obowiazków. W ostatniej dopiero chwili, ju¿ w drodze do pa³acu biskupiego, porzuci³ ten zamiar.
Przyjecha³ do miasta wczesnym rankiem, po nieprzespanej nocy. Ledwie ujrza³, jeszcze z okien wagonu, bia³a wie¿ê klasztoru jezuickiego, ile¿ wspomnieñ wskrzesi³o w jego pamiêci miasto, w którym wkrótce po opuszczeniu seminarium spêdzi³ ca³y rok przy boku biskupa £u¿añskiego. By³ to czas, którego ka¿da godzinê, b³ogos³awi³ wielki starzec. Jak nigdy przedtem i potem zrozumia³ wówczas ksiadz Siecheñ si³ê przymierza cz³owieka z Bogiem, przymierza, w którym wszystko, cokolwiek istnieje na swiecie, mia³o swoje w³asciwe miejsce, tworzac owa wspania³a i wieczna budowê, która, jak kosció³ gotycki ¿arliwa wiarê, ucielesnia³a s³owa Aposto³a o madrym architekcie.
Na ranna mszê zaszed³ proboszcz do katedry | |||||||