|
|
|
||||||
Akademik Jastrzębia Góra do morza 100m
Akademik Jastrzębia Góra Rostkowska Posiadamy nocleg w pokoju 5 osobowy. Cena 110 os.Obiekt:parking, dyskoteka, łóżko oraz dostawka, parawan, dostep do internetu,
Ośrodek wypoczynkowy Jastrzębia Góra do morza 150m
Ośrodek wypoczynkowy Jastrzębia Góra Milewska Polecamy noclegi 5 os. Cena 130 os.Obiekt:salon masazu, centrum masażu, wygodne spanie, kuchenka, łazienka, obiadoko
Kwatera prywatna Jastrzębia Góra od wody 1000m
Kwatera prywatna Jastrzębia Góra Trzaska Posiadamy wolne noclegi 6 osobowy. Cena 50 os.Obiekt:salon spa, prywatna plaża, lozko dwu osobowe, czajnik bezprzewodowy,
Willa Jastrzębia Góra do plaży 1km
Willa Jastrzębia Góra Dławichowska Oferujemy noclegi 3 os. Cena 95 os.Obiekt:bary, salon spa, lozko dwu osobowe, kuchnia, telewizor, kolacje, do wody 1100m.Willa
Agroturystyka Jastrzębia Góra do plazy 1100m
Agroturystyka Jastrzębia Góra Kozłowska Proponujemy wolne noclegi 3 osobowy. Cena 45 os.Obiekt:salon spa, salon masazu, 2 łóżka 1 osobowe, tv, leżak, wyzywienie we w
| |||||||
|
|
|||||||
|
Å›cianki dziaÅ‚owe suknie Å›lubne stewiaDa³ mu powa¿nie rêkê do poca³owania
I w skroñ uca³owawszy, uprzejmie pozdrowi³;
A choæ przez wzglad na gosci niewiele z nim mówi³,
Widaæ by³o z ³ez, które wylotem kontusza
Otar³ prêdko, jak kocha³ pana Tadeusza.
W slad gospodarza wszystko ze ¿niwa i z boru,
I z ³ak, i z pastwisk razem wraca³o do dworu.
Tu owiec trzoda beczac w ulicê siê t³oczy
I wznosi chmurê py³u; dalej z wolna kroczy
Stado cielic tyrolskich z mosiê¿nymi dzwonki;
Tam konie r¿ace leca ze skoszonej ³aki;
Wszystko bie¿y ku studni, której ramiê z drzewa
Raz wraz skrzypi i napój w koryta rozlewa.
Sêdzia, choæ utrudzony, chocia¿ w gronie gosci,
Nie uchybi³ gospodarskiej, wa¿nej powinnosci:
Uda³ siê sam ku studni; najlepiej z wieczora
Gospodarz widzi, w jakim stanie jest obora;
Dozoru tego nigdy s³ugom nie poruczy.Bo Sêdzia wie, ¿e oko pañskie konia tuczy.
Wojski z woznym Protazym ze swiecami w sieni
Stali i rozprawiali, nieco poró¿nieni,
Bo w niebytnosæ Wojskiego Wozny po kryjomu
Kaza³ sto³y z wieczerza powynosiæ z domu
I ustawiæ co prêdzej w posrodku zamczyska,
Którego widne by³y pod lasem zwaliska.
Po có¿ te przenosiny? Pan Wojski siê krzywi³
I przeprasza³ Sêdziego; Sêdzia siê zadziwi³,
Lecz sta³o siê; ju¿ pózno i trudno zaradziæ,
Wola³ gosci przeprosiæ i w pustki prowadziæ.
Po drodze Wozny ciagle Sêdziemu t³umaczy³,
Dlaczego urzadzenie pañskie przeinaczy³:
We dworze ¿adna izba nie ma obszernosci
Dostatecznej dla tylu, tak szanownych gosci;
W zamku sieñ wielka, jeszcze dobrze zachowana,
Sklepienie ca³e - wprawdzie pêk³a jedna sciana,
Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi;
Bliskosæ piwnic wygodna s³u¿acej czeladzi.
Tak mówiac, na Sêdziego mruga³; widaæ z miny Ogarnia³o go coraz wiêksze podniecenie, ów niepokój, który zawsze siê w nim odzywa³, gdy wiedzia³, ¿e z³o mo¿e byæ pos³uszne jego woli, kiedy móg³ je obserwowaæ w zwolnionym dzia³aniu, w saczeniu siê kropla po kropli, podobne truciznie pozornie kuszacej, a dopiero po chwili zniekszta³cajacej rysy twarzy. Przypomnia³o mu siê, ¿e ulubionym jego zajêciem w latach ch³opiêcych by³o mordowanie wszystkich napotkanych po drodze stworzeñ: muchy odarte ze skrzyde³ wbija³ na szpilkê i trzepocace siê podpala³, rozdeptywa³ motyle, ostra laska przygwa¿d¿a³ ¿aby, zabija³ jaszczurki i swierszcze, rozkopywa³ i burzy³ mrowiska. Kiedy w dwunastym roku ¿ycia otrzyma³ od ojca flower, rozpocza³ systematyczne têpienie wiewiórek. Najwiêcej jednak zadowolenia da³ mu pewien dzieñ póznego lata, gdy przyczaiwszy siê w rowie ko³o s³upów telegraficznych zastrzeli³ jaskó³kê. Po raz pierwszy odczu³ wówczas cierpka radosæ towarzyszaca ³amaniu uswiêconych zwyczajów.
I w tym momencie pomysla³, ¿e niedaleka byæ mo¿e jest chwila, kiedy w Michasiu, z pewnoscia nie splamionym dotychczas ¿adnym brudnym uczynkiem, odezwie siê okrucieñstwo. Kogó¿ mo¿e to ominaæ? Kogo staæ, aby zdo³a³ wy³amaæ siê z ogólnego prawa natury? Gdyby nie lêk przed dorazna kara, któ¿ by nie zabija³, kto umia³by os³oniæ siê przed pokusami, które pragna karmiæ siê z³em? Wtem uczu³, ¿e jednoczesnie z tymi myslami, niby w innej rzeczywistosci, istnia³ w nim jakis nieokreslony i nieuchwytny g³os. Mia³ takie wra¿enie, jakby czegos zapomnia³.
Poderwa³ siê z krzes³a nieopanowanym ruchem i tak szybko cofna³ siê w stronê okna, ¿e nie zauwa¿y³ nawet, kiedy Michas tak¿e wsta³. Wzrok jego przyku³ du¿y krzy¿ odcinajacy siê od pobielanej sciany ciemnym, chropowatym drzewem. Sewerym zdziwi³ siê, ¿e dopiero teraz go dostrzeg³. Chocia¿ krzy¿ wisia³ na wprost wejscia, dok³adnie pamiêta³, i¿ gdy wszed³ do pokoju, sciana wyda³a mu siê pusta.
Po krótkiej ciszy nowe natarcie wiatru zabrzmia³o wzmo¿onym natê¿eniem, jakby spêtane nocne si³y wszystkie razem zerwa³y siê z uwiêzi i podobne skrzydlatym szatanom spad³y gniewnym k³êbowiskiem na ziemiê.
Seweryn drgna³. Zda³ sobie nagle sprawê, jaki to g³os przed chwila dawa³ w nim o sobie znaæ. Us³ysza³ wyraznie s³owa, których kiedys, gdy przystêpowa³ po raz pierwszy do komunii, uczy³ siê na pamiêæ: „Panie, nie jestem godzien, abys wszed³ pod dach mój, ale rzeknij s³owo, a bêdzie zbawiona dusza moja.” Us³ysza³ to zdanie nasycone tym samym przelotnym wzruszeniem, z jakim je wówczas za kap³anem powtarza³. Ujrza³ bia³y ornat triumfujacy czerwienia krzy¿a, z³oty kielich a wy¿ej monotonny nieomal dotykalny szept ksiêdza: „Corpus Domini nostri Jesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam.”
Ockna³ siê us³yszawszy g³os ch³opca. Ale nie zrozumia³ s³ów. Spojrza³ w jego stronê:
- Mówi³es cos?
- Wychodzi ju¿ pan? - spyta³ tamten z akcentem zawodu.
Seweryn powtórzy³ machinalnie:
- Czy wychodzê?
I niespodziewanie o¿ywi³ siê.
- Nie, oczywiscie, ¿e nie wychodzê! Skad¿e? Nawet mi to do g³owy nie przysz³o. Co za pomys³! Obieca³em ci przecie¿ opowiedzieæ... No i có¿ mi siê tak przypatrujesz, jakbys ducha zobaczy³?
Michas zblad³ i cofna³ siê.
- Dziwnie pan tak teraz wyglada...
Seweryn rozesmia³ siê ha³asliwie.
- Ja dziwnie? Wydaje ci siê, mój ma³y. Dlaczegó¿ mia³bym dziwnie wygladaæ.
Przeciagna³ jednak niespokojnie d³onia po twarzy, jakby chcia³ siebie w ten sposób sprawdziæ. Cos go musia³o zastanowiæ, bo szybko nachyli³ siê w stronê lampy.
- Chodz no tutaj! - skina³ na ch³opca.
Michas zbli¿y³ siê.
- Co dziwnego zobaczy³es we mnie? No, mów! S³yszysz? Czego stoisz i gapisz siê? Masz mi w tej chwili powiedzieæ. Co jest we mnie dziwnego?
Nie mogac siê doczekaæ odpowiedzi, chwyci³ Michasia za rêkê | |||||||