|
|
|
||||||
Kwatera prywatna Stefańska w Kodrabiu
Kwatera prywatna Stefańska w Kodrabiu Polecamy noclegi 3 os.
Cena 110 os. Obiekt: salon piekności, centrum turystyczne, łózko dwu osobowe, telewizor, prysznic, bufet, od plazy 400m. Kwatera prywatna Stefańska - 408852939 Kodrabiu ul.Wróbla Tematyka:
| |||||||
|
|
|||||||
|
suknie ślubne ścianki działowe stewiaOdpdza pokus snu, podobnie jak smiertelnie znuony wdrowiec przeamuje sennos w obliczu niebezpieczestwa. C z tego, e ciao omdlewa ze zmczenia, gowa ciay, a powieki same bezsilnie opadaja? Trzeba wiedzie, kiedy mona, kiedy wolno spa. Pozornie tak atwo jest wymkna si nieprzyjacielowi. Zdawaoby si: mona go zwies, zmyli slad. Pomidzy wieczorem a najbliszym rankiem jaki rozlegy ley czas! Kady krok u poczatku wyznacza inna drog. Tysiac scieek biegnie w gab nocy, niknacych, gdy swit zedrze ciemnosci. Ale na kadej wrg jest przy nas, cierpliwie, krok za krokiem daac po naszym tropie. Spojrze mu prosto w oczy, nie zadre, nie ugia si przed jego zdobywcza sia, to jedno moe ocali. Ale jak wydrze z siebie zo, ktre w nas czai si zawsze wyczekujace, zawsze gotowe do skoku? Jak pochwyci wroga, ktry jest w naszej krwi i w naszych myslach?
Ksiadz Sieche klcza, skrzyowane ramiona wsparszy o niski stoek. Pochyli gow. Mia wraenie, jakby mu barki ogromny ciar przygnit.
Gdy zapada noc taka, jak dzisiaj, bez granic, wydaje si, e zo caego swiata scieka w serce czuwajacego. Dokoa, na bezmiernych obszarach, w niskich chatach wiejskich i dalej, w ludowych kamienicach uciszonych miast spia ludzie zmordowani dniem. Bezbronny tum. atwa zdobycz. Kt spi snem sprawiedliwego? Donie, ktre jeszcze przed chwila chciwie sigay po rozpust i zysk, dygoca teraz niespokojnie, jak pomie przygnieciony popioem. Nagie ciaa dysza goraczkowo. Zwarte usta skryy kamstwa i kuszace podszepty, powieki zamkny popenione i przysze zbrodnie. Gdzie sa mury mierzone trzcina zota?
Wiatr szarpna otwartym oknem. Okiennica uderzya o szyb. Chlusna deszcz.
Ale proboszcz nie poruszy si. Jego oczy szeroko rozwarte zdaway si przebija ciemnos. Draa ja a do przepastnego dna. Zwyciaja przestrze. Czas stana. I przez sekund, ktra trwa wieki, wydaje si klczacemu, e widzi wszystko, co dzieje si na swiecie a po jego najodleglejsze krace. Straszliwa chwila. To jest tak, jakby jakas zasona spada rozcita nagle niewidzialna rka, ukazujac grozna wizj.
Oto ziemia niezmiernie ogromna, a jednoczesnie tak drobna, i mona ja ramieniem opasa, ley nieruchoma, scita cisza: bezkresna, ruda pustynia, obszary zjeone czarnymi kamieniami, zastyge wody, lasy skamieniae, miasta puste jak szkielety, a nad tym nieskoczonym cmentarzyskiem niebo niskie i miedziane. Niebo, ktrego ciar przygniata serca spiacych. Ludzie! Wida ich ciaa pokotem rzucone na zescha ziemi, jedno przy drugim, nagie i sine, niby nieskoczony szereg umarych. I nagle, jakby na jeden wielki gos rozcinajacy milczenie od wschodu do zachodu i od pnocy na poudnie, budza si wszyscy. Ale nikt nie zrywa si i nie spieszy posusznie ku wezwaniu. adne woanie mu nie odpowiada. aden szept ani ruch nie targna niewzruszonym spokojem. Piersi leacych uderzone niebem zamary. To tylko ich oczy szeroko rozwarte oddychaja smiertelna trwoga. Przeraeniem nie pozostawiajacym miejsca dla nadziei.
- Jestem z wami! - szepce ksiadz Sieche. Bo czy nie pta go niemoc ta sama, ktra wszystkim na ziemi kae w tej chwili kona, lecz nie pozwala umrze? Oto rwnos, o ktrej ludzie nie chca wiedzie. Bogactwo staje si podobne achmanom ebraka, wadza kruszy si w poraonych doniach i jak prchno przesypuje przez palce. Ale gdy ranek przywrci ziemi jej kuszacy ksztat, kt z ywych wyrzeknie si dobrowolnie zudnych przywilejw? Kiedy wybije godzina sprawiedliwosci dla krzywdzonych i ponianych? Tyle dokoa chciwosci, okruciestw, tyle kamstw i jadu nienawisci i pogardy, i zdaje si, e nic nie zdoa zasklepi krwawiacych ran. C moe zmieni si? Tu choby, na tym drobnym skrawku sedelnickiej ziemi. Dziedzic sedelnicki nie zrzeknie si bez przymusu swoich rozlegych pl i lasw, jak drapiene kleszcze opasujacych dokoa ndzne chopskie zagrody. Grzegorz Litowka nie porzuci strczycielstwa. Zabakanej w dalekim miescie Oldze Kukiszw aden gos nie podszepnie powrotu do rodzicw. Mody Burak, kiedy wyjdzie z wizienia, znowu zacznie kras. Kierownik poczty nie zagodzi serdeczniejszym sowem cierpie umierajacej ony. Fiodor Dubrowski, nienasycony swoja modoscia, z lekkim sercem porzuci po miesiacu kada dziewczyn. Ile ich jeszcze przyjdzie paczacych na niego, jak przedtem przychodziy z alami na Siemiona? A Siemion, ktremu ju tak niewiele chwil pozostao do ycia... A Michas...
Proboszcz zaciska donie. Gste krople potu zwilaja mu skronie.
- Najlichszym z lichych jestem, Panie. Tamci nie znaja Ci, dlatego badza. Ale mnie ukazaes si, jak wicher wstrzasnaes mna... Daes wszystko. A c ja daj?
Jake ndzny jest plon minionych lat! C uczyni dla ludzi, ktrych mu powierzono? Nigdy nie umia znalez drogi do czowieka. A za to jak czsto i w jak wielu okolicznosciach czu si intruzem. Tak rzadko udawao mu si przeama bolesny i upokarzajacy mur, ktry odgradza go od ludzi wtedy wasnie, gdy chcia im siebie ofiarowa. A jesli, zdarzao si, odnajdywa porozumienie, czy byo ono czyms wicej ni przelotnym byskiem ukazujacym zaledwie w mglistym oddaleniu, jak ogromne musi by szczscie, gdy zbudzi si zbakana dusz z letargu i oczyszczona postawi przed Panem.
Przey kilka takich olsnie Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu...
Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie.
- Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie.
- Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie...
Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie.
- Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste...
Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia.
- Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji...
Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta.
- Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie.
- Chwileczke, dobrze? - poprosilam.
Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania?
- W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech.
- Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi!
- Dziekuje panu...
- Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil?
Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro.
W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie.
- Slucham?
Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia?
- Nie.
- Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni?
- To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki.
- Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz?
- Oczywiscie!
- Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen...
- Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu!
- Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal.
- Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku!
- Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin?
- Nie. Nie mam pojecia...
- Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci!
Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku.
- Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila? | |||||||