|
|
|
||||||
Willa Ładyńska w Maniowym
Willa Ładyńska w Maniowym Polecamy noclegi 3 osobowy. Cena 100 os.Obiekt:place zabaw, plac zabaw, ekskluzywne łózka, barek z alkocholem, koc, obiady i kolacje,
Willa Woźniakowska w Maniowym
Willa Woźniakowska w Maniowym Oferujemy noclegi 3 osobowy. Cena 100 os.Obiekt:basen odkryty, bary, dwa łóżka jedno osobowe, tv, barek, obiady, do wody 200m.Will
1
| 2 |
| |||||||
|
|
|||||||
|
ścianki działowe suknie ślubne stewiaOpuszczony niespodziewanie przez posterunkowego, Seweryn nie wiedzia, co z soba zrobi. Najniedorzeczniejsze, szalone pomysy przelatyway mu przez gow. Ledwie Nawrocki znikna we drzwiach posterunku, chcia kierujac si pierwszym odruchem biec za nim. I w tym momencie, gdy wyobrazi sobie siebie znw stojacego naprzeciw policjanta, uczu, e mgby tego czowieka zabi. Wicej: zapragna go zabi. Jednoczesnie zda sobie spraw, e nie wystarczyby mu sam fakt smierci Nawrockiego. Wwczas dopiero odczuby ulg, gdyby tamten przed smiercia cierpia, gdyby cierpiac musia wiedzie, kto jest sprawca jego mczarni.
W ciagu tej krtkiej chwili Seweryn mia wraenie, e okrutne obrazy, ktre go opady, nie z niego pochodza, lecz syca si jakas sia leaca poza nim, niewiadoma i nieunikniona. Zanim jednak uczyni krok w kierunku ganka, oprzytomnia. Zdja machinalnie czapk, wiatr sprawi mu ulg.
Na drodze byo pusto. W pobliu palio si tylko swiato w oknach posterunku. Przez jedno wida byo sylwetk Nawrockiego. Zdejmowa wasnie paszcz.
Seweryn odwrci si i ruszy przed siebie. Uszed ju spory kawaek, gdy zorientowa si, i znalaz si na kocu wsi. Z gbi mroku wyania si kanciasty cie koscioa z wiea jeszcze nie wykoczona i pasko scita, a z boku, w odlegosci dobrych paruset krokw, swiecio si okno plebanii. Wtedy przyszo Sewerynowi na mysl, aby odwiedzi ksidza Siechenia. Przypuszcza, e ze wzgldu na godzin i pogod zastanie go w domu. Nie zastanawia si, dlaczego chce to uczyni, czu tylko, e nie moe w podobnym stanie wrci do domu. Nie mg rwnie by sam.
Proboszcza zna mao. Sysza cos niecos o jego nieporozumieniach z okolicznymi dworami, wiedzia, e ojcu, chocia daje pieniadze na przebudow koscioa, te niejedno nie podoba si w ksidzu. Ale byo mu to obojtne. Sam zas z kilku krtkich spotka w ciagu wakacji wynis o ksidzu Siecheniu wraenie raczej korzystne. Ju to samo, e proboszcz sedelnicki rni si od wielu swoich kolegw, usposabiao go dziki wrodzonej przekorze przychylnie. Teraz wydawao mu si, e nikt inny, tylko ten czowiek moe mu pomc. Nie wiedzia w czym i w jaki sposb, poszed za odruchem.
Minawszy drog, pchna furtk i scieka biegnaca ogrodem wsrd zeschych i w mroku szeleszczacych sonecznikw podszed do plebanii. Od frontu bya ciemna, tylko z boku, najwidoczniej z okna kuchennego, padaa na trawnik smuga sabego swiata.
Seweryn zatrzyma si.
Ogrd peen ostrych chrzstw, zdawa si razem z wiatrem unosi ku grze i tam w cikich ciemnosciach sta nieruchomy jak chmura gradowa. Z daleka niezmiennym bekotem dobiega myn.
Seweryn by ju pewny, e ksiadz wyszed z domu. Pomysla: nie ma sensu zachodzi na plebani. Ale gdy wyobrazi sobie drog powrotna: duga, wiejska ulic wsrd chat milczacych i pod niebem, ktre adnym gosem nie odpowie niepokojowi, szybko podszed do drzwi i mocno zapuka. Czeka dusza chwil. Zapuka po raz drugi. Posysza wreszcie za drzwiami czyjes powolne kroki. Otworzya Ksienia.
Spyta:
- Ksiadz proboszcz w domu?
Nie poznaa go i zacza szybko mwi, e proboszcza nie ma i pewnie nieprdko przyjdzie, wic najlepiej jutro zgosi si.
Seweryn, wsparty ramieniem o uchylone drzwi, pchna je lekko Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu...
Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie.
- Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie.
- Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie...
Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie.
- Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste...
Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia.
- Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji...
Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta.
- Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie.
- Chwileczke, dobrze? - poprosilam.
Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania?
- W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech.
- Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi!
- Dziekuje panu...
- Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil?
Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro.
W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie.
- Slucham?
Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia?
- Nie.
- Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni?
- To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki.
- Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz?
- Oczywiscie!
- Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen...
- Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu!
- Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal.
- Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku!
- Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin?
- Nie. Nie mam pojecia...
- Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci!
Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku.
- Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila? | |||||||