Akademik Milonki

Strona główna

Akademik Milonki

Polecamy Akademik Milonki 5 osobowe, 130 zł osoba, poza sezonem 85 zł.Wypozażenie: koc, kuchniaWyzywienie: śniadania i obiadokolacjeod plaży 2kmparkingcentrum odno
| 1 |

stewia Å›cianki dziaÅ‚owe suknie Å›lubneJakie¿ to proste! Rzeczywiscie, czegó¿ ja siê niepokojê! - pomysla³a. - Co mnie to obchodzi? Niech go zabije. Niech go zabije!” - powtórzy³a prawie na g³os i z zaciêta radoscia. Morawiec szybko zasna³. Z poczatku z³y mia³ sen: rzuca³ siê goraczkowo, szepta³ jakies niedokoñczone s³owa, g³owê mia³ rozpalona, usta szeroko rozchylone ciê¿ko wciaga³y powietrze. Ale powoli jego chrapliwy i przyspieszony oddech stawa³ siê coraz spokojniejszy, wreszcie przeszed³ w równy, odpoczynek dajacy rytm. Jednak ksiadz Siecheñ ciagle jeszcze nie móg³ zdecydowaæ siê na odejscie. Wprawdzie bardzo ju¿ przemarz³, mia³ dreszcze i zmêczenie czu³ coraz wiêksze, ale ilekroæ podnosi³ siê i czyni³ krok w kierunku wyjscia, wydawa³o mu siê, ¿e Morawiec budzi siê. Wraca³ wiêc i choæ zaraz przekonywa³ siê o swojej omy³ce, z powrotem jakby sobie nie dowierza³, siada³ na ziemi. I jedynie pojawiajaca siê od czasu do czasu mysl o Michasiu odrywa³a go od spiacego. Czu³ przecie¿ w sobie spokój, owa ciszê, o która tyle razy siê modli³, lecz która zna³ tak ma³o, i¿ gdy zjawi³a siê, wyda³a mu siê z poczatku czyms bardzo niepewnym, prawie ubogim. Znu¿enie nie pozwala³o mu jednak mysleæ. Ale nie oskar¿y³ siebie, znalaz³ pewna przyjemnosæ w stanie tego trzezwego odrêtwienia. I w pewnej chwili wyda³o mu siê, ¿e to wewnêtrzne milczenie, ta dziwna cisza serca wysuwa ze swojej g³êbi tajemnicze wiêzy i wszystko, cokolwiek na swiecie istnieje, oplatuje i ³aczy tymi znakami. Gdy zamyka³ oczy, szum wiatru odp³ywa³ pod jego powiekami, a w palcach, dotykalna i bliska, ros³a czysta cisza, wie¿a smuk³a i bezszelestna, ogrom pnacy siê ku niebu nieruchomym ob³okiem. Spokój. Gwa³towne szarpniêcie okiennicy poderwa³o Seweryna na nogi. Wytraconemu tak nagle z leniwego odrêtwienia wydawa³o siê w pierwszej chwili, ¿e ktos piêscia dobija siê do okna. Zawaha³ siê, czy nie powinien wyjrzeæ na dwór i sprawdziæ. Ale gdy podszed³ bli¿ej, nowy ³oskot, który d³ugim dr¿eniem przebieg³ wzd³u¿ sciany, uswiadomi³ mu, ¿e to tylko wiatr. Rzeczywiscie wichura wzmaga³a siê. Wsród ciemnych nalotów, niby wsród ciagu ogromnych skrzyde³, szum drzew zatacza³ monotonne krêgi, coraz g³êbszymi wirami przenikajac w dygocaca otch³añ. Z odleg³ej czêsci parku dobieg³ krzyk puszczyka. „Noc wo³a!” - usmiechna³ siê Seweryn. By³o kilka minut po wpó³ do dziesiatej. Zdecydowawszy, ¿e jest ju¿ za pózno na k³adzenie siê, Seweryn na³o¿y³ marynarkê, przeczesa³ starannie przed lustrem w³osy, poprawi³ krawat. „Nie, niczego nie znaæ na mojej twarzy” - upewni³ siê jeszcze raz. Ale ledwie to pomysla³, ogarniajac siebie jednoczesnie uwa¿nym spojrzeniem, uderzy³ go we w³asnych oczach zimny blask, ch³ód, którego nie zna³, a doko³a ust grymas, który zrobi³ na nim wra¿enie obcego. Usmiechna³ siê odruchowo, jak gdyby chcia³ z siebie zetrzeæ tê obcosæ. Jednak grymas nie tylko nie znikna³, lecz jeszcze g³êbsza linia wessa³ siê w rozchylone wargi, nadajac im wbrew pozorom niefrasobliwego przegiêcia wyraz okrutnej po¿adliwosci. Seweryn szybko siê odwróci³. „Ciekawy jestem - pomysla³ - czy to w³asnie to zauwa¿y³ we mnie ten ksiê¿owy smarkacz? Có¿ za g³upstwa! A rêce? Prawda, to znowu ten pijaczyna cos wygadywa³...” Podniós³ wolnym ruchem swoje d³onie do swiat³a: by³y smuk³e, silne, choæ delikatne. Któ¿ to mówi³ mu ostatnio, ¿e sa tak piêkne? Od razu przypomnia³ sobie pewna m³oda aktorkê, z nocnego lokalu na Montmartrze, ma³a Zizi, która nad ranem, pijana, gdy dansing pustosza³, przysiad³a siê do niego i jak pisklê, przytuliwszy mu siê do ramienia swoimi ledwie rozwiniêtymi piersiami, zaczê³a ca³owaæ go po rêkach, i prosiæ, aby choæ na jeden dzieñ zabra³ ja z soba. Obiecywa³a, ¿e nazajutrz sama pójdzie, nie bêdzie potrzebowa³ jej wyrzucaæ. Chcia³a choæ przez kilka godzin nie czuæ samotnosci. Podoba³a mu siê. Odmówi³ jednak szorstko i brutalnie, w sposób, w jaki mo¿emy odpêdzaæ tylko tych, o których wiemy, ¿e im na nas zale¿y. Gdy odchodzi³a zupe³nie ju¿ trzezwa, jej okrag³e, du¿e ciemne oczy by³y pe³ne ³ez. Gryz³a wargi, ¿eby nie rozp³akaæ siê na g³os. W kilka dni pózniej, nie wiedzac, co zrobiæ z wieczorem, zaszed³ do tego samego lokalu i spyta³ o Zizi. Okaza³o siê, ¿e nie ¿yje. W³asnie poprzedniego dnia umar³a w szpitalu: otru³a siê weronalem. Jednoczesnie z tym wspomnieniem zadzwiêcza³a Sewerynowi w uszach melodia, która tego drugiego wieczora gra³a kilka razy orkiestra. By³a to piosenka z filmu „14 lipiec”, walc smutny i spokojny, czêsto niesiony monotonnymi dzwiêkami katarynek po waskich i krêtych uliczkach, pod niebem pogodnym i zasnutym zwolnionymi dymami. Przyæmiono swiat³a, niesmia³a smuga reflektora rozpyla³a na parkiecie srebrzysta niebieskosæ, pary st³oczone jedna przy drugiej ko³ysa³y siê równo i ³agodnie, jak gdyby zaklête na krótka chwilê lunatycznym snem. Od strony baru dobiega³ brzêk szklanek. Seweryn tañczy³ z jedna z miejscowych dziewczyn. Zarzuciwszy mu ramiona na szyjê, nuci³a pó³g³osem piosenkê. „Zna³as ma³a Zizi?” - spyta³. Oczywiscie zna³a. „Biedna!” - powiedzia³a z akcentem tkliwosci w g³osie. Seweryn chcia³ siê dowiedzieæ, dlaczego pope³ni³a samobójstwo. Wzruszy³a tylko ramionami: „Czy¿ to mo¿na wiedzieæ dlaczego? Tego nigdy siê nie wie.” „Kocha³a siê w kim?” - bada³. „Nie, chyba nie - odpowiedzia³a. - To by³a porzadna dziewczyna, na pewno nie mia³a jeszcze kochanka. Mog³abym przysiac, ¿e szuka³a idea³u. A to niedobrze - zakoñczy³a z ¿a³obna powaga. - Tego mo¿na pragnaæ, ale nie trzeba szukaæ...” „Niczego siê nie szuka - pomysla³ Seweryn - wszystko siê znajduje...” Podszed³ do drzwi i chwilê nas³uchiwa³: ¿aden odg³os nie maci³ w tej stronie ciszy. A wiêc! Wyja³ z szafy ciep³a kurtkê, w³o¿y³ na siebie, wzia³ czapkê, potem z biurka rewolwer i wsadzi³ go do kieszeni. Nagle pomysla³: „W³asciwie, dlaczego ja to wszystko robiê? Po co?” I w tej chwili zda³ sobie sprawê, ¿e powody, które dotychczas wydawa³y mu siê niezwyk³ej wagi, sa w rzeczywistosci sztuczne i nieprawdziwe. Nawrocki? Có¿ mu z tej strony grozi³o? Co wskazywa³o, aby posterunkowy zamierza³ opowiadaæ komukolwiek historiê z Burakiem? Z ca³a pewnoscia wystarczy³o mu, ¿e sam wie. Zatem? Seweryn z nerwowym pospiechem zacza³ zapinaæ kurtkê. Czu³, ¿e ani chwili d³u¿ej nie wytrzyma w pokoju. Mia³ wra¿enie, jakby siê dusi³. Ale w ciagu paru sekund, których potrzebowa³, aby dojsæ do drzwi, ogarna³ go nagle tak straszliwy niepokój, i¿ uderzony nim zachwia³ siê i ¿eby nie upasæ, musia³ oprzeæ siê o stojace obok krzes³o. W tym momencie straci³ swiadomosæ. Ockna³ siê nie pamiêtajac zupe³nie, co siê z nim dzia³o. Sta³ ciagle w tym samym miejscu, wsparty o krzes³o, którego porêczy uczepi³ siê kurczowym chwytem palców, i chocia¿ ostry kant drzewa bolesnie wpi³ mu siê w cia³o, ba³ siê opusciæ d³oñ. Szum w g³owie parali¿owa³ w nim energiê. Brakowa³o mu powietrza, przymkna³ wiêc oczy, stara³ siê równo oddychaæ. Powoli przychodzi³ do siebie. By³ pewny, ¿e od chwili, w której utraci³ przytomnosæ, up³ynê³o bardzo wiele czasu. Ale gdy spojrza³ na zegarek, przekona³ siê, ¿e wszystko to nie trwa³o nawet ca³ej minuty. „Po prostu zawrót g³owy” - wyt³umaczy³ sobie. Otrzasna³ siê, jakby wyszed³ z zimnej kapieli. „No, dosyæ tego!” - zdecydowa³. Zgasi³ swiat³o i znalaz³szy siê na korytarzu zamkna³ za soba drzwi na klucz. Drogê zna³ dobrze, móg³ swobodnie poruszaæ siê po ciemku. Musia³ zreszta przebyæ tylko kilka kroków, aby znalezæ siê przy drzwiach wychodzacych na ogród. Klucz wisia³ na scianie, mia³ jednak przy sobie drugi zapasowy. Noc otoczy³a go ciemnoscia i ch³odem. Wiatr szarpa³ mrokiem, k³êby zesch³ych lisci jak rzêsisty deszcz szumia³y. Chcac uniknaæ spotkania z nocnym stró¿em, Seweryn zaraz z ganku skrêci³ w boczna alejê, aby okra¿ywszy doko³a park dotrzeæ do ma³ej furtki przez nikogo obecnie nie u¿ywanej, a wychodzacej na rozdro¿e u koñca wsi. Podniós³ ko³nierz i ruszy³ szybkim krokiem. Z poczatku aleja bieg³a wzd³u¿ brzegów Zelwianki. By³a to droga zawsze mroczna i wilgotna, wydana mimo gêstego i wysokiego zadrzewienia na najporywistsze wiatry od pól i ³ak. Teraz ciemnosæ tu le¿a³a nieprzenikniona, a d³ugi rzad klonów, odartych z lisci i bitych sprzecznymi podmuchami, zdawa³ siê coraz s³abiej broniæ przed tym naporem. Chwilami, jak tama przerwana, za³amywa³ siê i wtedy czarne potoki, spienione i gwa³towne, rozdziera³y noc od ziemi do nieba. Chcac jak najprêdzej przebyæ ten odcinek, Seweryn zacza³ biec. Wiatr uderza³ go w piersi, bi³ po plecach, smaga³ twarz. „Ju¿ niedaleko!” - doda³ sobie odwagi. Rzeczywiscie alejê zamyka³ wkrótce nag³y spadek terenu poros³ego niskimi, gêsto poplatanymi krzakami: poczatek mokrade³ wybiegajacych ju¿ poza obrêb parku. Trzeba by³o teraz skrêciæ na lewo, sz³o siê waska scie¿ka, zle utrzymana, ginaca raz po raz wsród gaszczów. Ale za to bliskosæ muru os³abia³a si³ê wiatru. Doszed³szy do furtki, Seweryn musia³ chwilê poraæ siê z zardzewia³ym zamkiem. Rzadko otwierane drzwi nie³atwo dawa³y siê pokonaæ. Wreszcie po d³u¿szych zabiegach ¿elazna, ciê¿ka p³yta ustapi³a. Szosa by³a pusta, chaty ju¿ ciemne. Cisza, nawet psy nie ujada³y. Mimo to Seweryn zdawa³ sobie sprawê, ¿e czeka go teraz najtrudniejszy odcinek drogi. Gdyby go ktokolwiek zauwa¿y³... Mia³ jednak wewnêtrzna pewnosæ, ¿e tego uniknie. By³ spokojny. Przyspieszy³ tylko kroku, bowiem zaledwie kwadrans dzieli³ go od dziesiatej. Gdy mina³ zamkniêty szynk Litowki, a potem nieczynny m³yn, poczu³, ¿e ¿adne teraz przeszkody nie moga mu ju¿ przeszkodziæ. Skrêcajac miêdzy op³otki prowadzace do domu Nawrockiego, odbezpieczy³ rewolwer. Wiatr przycich³ na chwilê. Wilgotny zapach ³ak uderzy³ w nozdrza. Gdzies w pobli¿u zaskowycza³ pies, ale zaraz umilk³. Ju¿ z daleka Seweryn zobaczy³, ¿e w pokoju Nawrockiego pali siê swiat³o Ogarnia³o go coraz wiêksze podniecenie, ów niepokój, który zawsze siê w nim odzywa³, gdy wiedzia³, ¿e z³o mo¿e byæ pos³uszne jego woli, kiedy móg³ je obserwowaæ w zwolnionym dzia³aniu, w saczeniu siê kropla po kropli, podobne truciznie pozornie kuszacej, a dopiero po chwili zniekszta³cajacej rysy twarzy. Przypomnia³o mu siê, ¿e ulubionym jego zajêciem w latach ch³opiêcych by³o mordowanie wszystkich napotkanych po drodze stworzeñ: muchy odarte ze skrzyde³ wbija³ na szpilkê i trzepocace siê podpala³, rozdeptywa³ motyle, ostra laska przygwa¿d¿a³ ¿aby, zabija³ jaszczurki i swierszcze, rozkopywa³ i burzy³ mrowiska. Kiedy w dwunastym roku ¿ycia otrzyma³ od ojca flower, rozpocza³ systematyczne têpienie wiewiórek. Najwiêcej jednak zadowolenia da³ mu pewien dzieñ póznego lata, gdy przyczaiwszy siê w rowie ko³o s³upów telegraficznych zastrzeli³ jaskó³kê. Po raz pierwszy odczu³ wówczas cierpka radosæ towarzyszaca ³amaniu uswiêconych zwyczajów. I w tym momencie pomysla³, ¿e niedaleka byæ mo¿e jest chwila, kiedy w Michasiu, z pewnoscia nie splamionym dotychczas ¿adnym brudnym uczynkiem, odezwie siê okrucieñstwo. Kogó¿ mo¿e to ominaæ? Kogo staæ, aby zdo³a³ wy³amaæ siê z ogólnego prawa natury? Gdyby nie lêk przed dorazna kara, któ¿ by nie zabija³, kto umia³by os³oniæ siê przed pokusami, które pragna karmiæ siê z³em? Wtem uczu³, ¿e jednoczesnie z tymi myslami, niby w innej rzeczywistosci, istnia³ w nim jakis nieokreslony i nieuchwytny g³os. Mia³ takie wra¿enie, jakby czegos zapomnia³. Poderwa³ siê z krzes³a nieopanowanym ruchem i tak szybko cofna³ siê w stronê okna, ¿e nie zauwa¿y³ nawet, kiedy Michas tak¿e wsta³. Wzrok jego przyku³ du¿y krzy¿ odcinajacy siê od pobielanej sciany ciemnym, chropowatym drzewem. Sewerym zdziwi³ siê, ¿e dopiero teraz go dostrzeg³. Chocia¿ krzy¿ wisia³ na wprost wejscia, dok³adnie pamiêta³, i¿ gdy wszed³ do pokoju, sciana wyda³a mu siê pusta. Po krótkiej ciszy nowe natarcie wiatru zabrzmia³o wzmo¿onym natê¿eniem, jakby spêtane nocne si³y wszystkie razem zerwa³y siê z uwiêzi i podobne skrzydlatym szatanom spad³y gniewnym k³êbowiskiem na ziemiê. Seweryn drgna³. Zda³ sobie nagle sprawê, jaki to g³os przed chwila dawa³ w nim o sobie znaæ. Us³ysza³ wyraznie s³owa, których kiedys, gdy przystêpowa³ po raz pierwszy do komunii, uczy³ siê na pamiêæ: „Panie, nie jestem godzien, abys wszed³ pod dach mój, ale rzeknij s³owo, a bêdzie zbawiona dusza moja.” Us³ysza³ to zdanie nasycone tym samym przelotnym wzruszeniem, z jakim je wówczas za kap³anem powtarza³. Ujrza³ bia³y ornat triumfujacy czerwienia krzy¿a, z³oty kielich a wy¿ej monotonny nieomal dotykalny szept ksiêdza: „Corpus Domini nostri Jesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam.” Ockna³ siê us³yszawszy g³os ch³opca. Ale nie zrozumia³ s³ów. Spojrza³ w jego stronê: - Mówi³es cos? - Wychodzi ju¿ pan? - spyta³ tamten z akcentem zawodu. Seweryn powtórzy³ machinalnie: - Czy wychodzê? I niespodziewanie o¿ywi³ siê. - Nie, oczywiscie, ¿e nie wychodzê! Skad¿e? Nawet mi to do g³owy nie przysz³o. Co za pomys³! Obieca³em ci przecie¿ opowiedzieæ... No i có¿ mi siê tak przypatrujesz, jakbys ducha zobaczy³? Michas zblad³ i cofna³ siê. - Dziwnie pan tak teraz wyglada... Seweryn rozesmia³ siê ha³asliwie. - Ja dziwnie? Wydaje ci siê, mój ma³y. Dlaczegó¿ mia³bym dziwnie wygladaæ. Przeciagna³ jednak niespokojnie d³onia po twarzy, jakby chcia³ siebie w ten sposób sprawdziæ. Cos go musia³o zastanowiæ, bo szybko nachyli³ siê w stronê lampy. - Chodz no tutaj! - skina³ na ch³opca. Michas zbli¿y³ siê. - Co dziwnego zobaczy³es we mnie? No, mów! S³yszysz? Czego stoisz i gapisz siê? Masz mi w tej chwili powiedzieæ. Co jest we mnie dziwnego? Nie mogac siê doczekaæ odpowiedzi, chwyci³ Michasia za rêkê
Skuteczne pozycjonowanie
Arteria - Twój klucz do sukcesu
Pozycjonowanie
dobre programy
pobierz programy i gry, za darmo z…
projekt domu
projekt domu
apteka internetowa
Opis

³añcuchy kredyt gotówkowy apartamenty swinoujscie bejcowanie parkietu free ways
lustra obserwacyjne odżywki trec pozycjonowanie wrocław Wyszukiwarka torrentów Blue Bay Club Los Angeles Locos Resort controlling szkolenie praca Piekary Śląskie szyldy częstochowa skuter romet