|
|
|
||||||
Ośrodek wypoczynkowy Mechelinki do morza 750m
Ośrodek wypoczynkowy Mechelinki Talaga Oferujemy nocleg 6 os.
Cena 180 os. Obiekt: prywatna plaża, sauna, łóżko oraz dostawka, radio, balkon, śniadania i obiady, do morza 1100m. Ośrodek wypoczynkowy Talaga - 118151653 Mechelinki ul.Browarna 110 Tematyka: agroturystyka wielkopolska kuznica hotele warszawa ośrodek wypoczynkowy relax tanie hotele Jelonek pensjonat zacisze
| |||||||
|
|
|||||||
|
Å›cianki dziaÅ‚owe suknie Å›lubne stewiaRzuci³ siê naprzód i ju¿ wczepi³ siê d³oñmi w ramiona Seweryna, gdy nisko, pomiêdzy z soba zwartymi cia³ami rozleg³ siê p³aski, bezdzwiêczny stuk wystrza³u. Nawrocki drgna³, cieñ bólu przemkna³ mu po twarzy. Ale nie puszcza³, silniej jeszcze zacisna³ palce, wyprê¿y³ siê, nogami mocno wpar³ siê w pod³ogê, jakby ca³ym soba chcia³ przygniesæ przeciwnika. Obaj byli równego wzrostu i Seweryn czu³ na ustach goracy, przyspieszony oddech tamtego, widzia³ dok³adnie jego bliska twarz. „Jaki on piêkny!” - pomysla³.
Patrzac w rozszerzone oczy Nawrockiego, strzeli³ po raz drugi. I jeszcze raz. Sta³ nie ruszajac siê, ciagle z palcem na cynglu. By³ przygotowany, ¿e to jeszcze nie koniec. Ale zaraz po trzecim strzale Nawrocki przechyli³ siê na bok ruchem miêkkim i ociê¿a³ym, rêce opad³y mu, jeszcze usi³owa³ wyciagnaæ je przed siebie, lecz chwyta³y ju¿ tylko powietrze.
By³a cisza. Niedomkniête drzwi sionki ¿a³osnie dygota³y na wietrze.
Seweryn uwa¿nie przyglada³ siê Nawrockiemu. Jeszcze sta³, szeroko rozstawiwszy nogi. Jednak w sposób widoczny s³abna³. W koszuli rozchylonej na piersiach, w obcis³ych spodniach i lsniacych butach, smuk³y i opalony, wyglada³ teraz z g³owa opadajaca do ty³u jak linoskoczek, który straciwszy nagle na wysokosciach równowagê, daremnie chce utrzymaæ w pos³uszeñstwie s³abnace miêsnie. Czas p³yna³ bardzo wolno.
Wtem Nawrocki wyprostowa³ siê i spojrzenie jego cierpieniem przymglonych oczu spoczê³o na Sewerynie. Gej¿anowskiemu serce mocniej zabi³o. Ale nie odwróci³ g³owy. Przezwyciê¿y³ pierwszy odruch strachu. Có¿ mog³o mu groziæ ze strony tego cz³owieka? Koniec. Przyja³ wiêc to spojrzenie, patrzy³ z ciekawoscia, której nie chcia³ ukryæ. „Co on teraz czuje? - mysla³. - Czy wie, ¿e umiera, ¿e to ostatnie jego chwile, czy boi siê?” Zapragna³ takiej si³y, aby móg³ wedrzeæ siê w tego cz³owieka, przeniknaæ go, zjednoczyæ siê z nim na chwilê, dojsæ razem a¿ po ów kres, który tylko tamten musia³by przekroczyæ. I w tym momencie zda³ sobie sprawê: có¿ znaczy zabiæ cz³owieka, gdy nie mo¿e siê poznaæ mysli umierajacego? Pozostawa³ sam fakt, gwa³towne przeciêcie czyjegos ¿ycia, zniszczenie jakichs planów, pragnieñ, a z tym wszystkim uczucie poni¿ajacego niedosytu. „Byæ mo¿e on teraz wie o mnie wiêcej, ni¿ ja o nim...” - pomysla³.
Ale Nawrocki daleki by³ od tego. Nie widzia³ ju¿ Gej¿anowskiego. Zdawa³ sobie sprawê, ¿e tamten stoi blisko. „Gdybym wyciagna³ rêkê - pomysla³ - dotkna³bym go.” Cierpia³ jednak tak straszliwie, i¿ oczy nie przyjmowa³y ju¿ obrazów doko³a, obojêtna i obca, le¿a³a bezkszta³tna miazga. Sam czu³ siê od tych szczatków oderwany, by³ jak gdyby poza wszystkim - samotny. Mia³ jednak zupe³nie jasna swiadomosæ swego koñca. Ale jednoczesnie wydawa³o mu siê, ¿e to nie on umiera, lecz ktos inny. By³ spokojny. I dopiero gdy ból, który rwa³ mu wnêtrznosci, w¿ar³ siê g³êbiej, uczu³ strach. Zacisna³ tylko wargi, ¿eby zd³awiæ jêk. Pogarda, jaka zawsze mia³ dla cierpienia fizycznego, od¿y³a w nim teraz, ka¿ac w bólu, który ciagle jeszcze nie osiaga³ ostatecznego dna, poszukaæ pomocy. Chcia³ do ostatecznego odruchu przytomnosci wiedzieæ, ¿e cierpi i cierpienie przezwyciê¿a. Nagle piekacy skurcz targna³ ca³ym jego cia³em. Oszo³omiony, obja³ brzuch d³oñmi, przyklêkna³, ale ju¿ tylko pó³swiadomie zdawa³ sobie sprawê z tego, co siê dzieje. Upad³.
Seweryn odetchna³. Schowa³ rewolwer i spojrza³ na zegarek: by³o piêæ po dziesiatej. Zdziwi³ siê, ¿e tak krótko to wszystko trwa³o, mia³ bowiem wra¿enie, ¿e znajdowa³ siê w tym pokoju ju¿ od bardzo dawna.
Nawrocki nie rusza³ siê. Le¿a³ na wznak i czy pod³oga by³a krzywa, czy te¿ swiat³o w ten sposób na niego pada³o, robi³ wra¿enie, jakby g³owê mia³ umieszczona o wiele ni¿ej od nóg. Dziêki temu wydawa³ siê niezwykle d³ugi. Ale gdy Seweryn nachyli³ siê, cia³o odzyska³o normalna miarê. Chcac upewniæ siê, przy³o¿y³ ucho do serca: nie bi³o. A wiêc po wszystkim. Zdawa³ sobie sprawê, ¿e powinien natychmiast stad odejsæ. Dopiero teraz zorientowa³ siê, na jak nieobliczalne pusci³ siê ryzyko. Anna mog³a przecie¿ nadejsæ ka¿dej chwili. Mimo to nie rusza³ siê. Cos, czego nie umia³ nazwaæ, ale co by³o silniejsze od rozsadku, nie pozwala³o mu oderwaæ oczu od zmar³ego. Twarz Nawrockiego, w ciagu ostatnich chwil zmieniona przez ból, teraz odzyskiwa³a swój dawny, m³odzieñczy wyglad. Spokój nasyca³ ciemne rzêsy i lekko rozchylone usta z³udzeniem snu, nad harmonijnym przegiêciem szyi i naturalnym u³o¿eniem ramion zdawa³ siê czuwaæ odpoczynek. Ale ju¿ cokolwiek dalej krwawe plamy lepiace koszulê na piersiach i na brzuchu rozprasza³y to wra¿enie.
Seweryn odsuna³ siê i podniós³ d³onie do swiat³a. By³y czyste. Ale wiêcej nie pochyli³ siê nad le¿acym. Ogarnê³o go zmêczenie. „Jutro o tej porze bêdê daleko - pomysla³. - Podejrzenia? Oczywiscie padna w pierwszym rzêdzie na Annê...”
To mu przypomnia³o, ¿e musi stad szybko odejsæ. swiat³a nie zgasi³, starannie tylko zamkna³ za soba drzwi. By³ ju¿ na dworze, gdy od drogi dobieg³ go bliski plusk b³ota. Ktos szed³. O powrocie nie móg³ teraz mysleæ. Cofna³ siê za róg chaty i czeka³.
Dostrzeg³szy w g³êbi ciemnosci cieniutka i dygocaca nierówno na wietrze smugê swiat³a, Anna zatrzyma³a siê. „To u niego swieci siê” - pomysla³a. I wyobrazi³a sobie chwilê, w której, gdy bêdzie ju¿ po wszystkim, poprosi Nawrockiego, aby wpusci³ do pokoju nieco swie¿ego powietrza. W razie gdyby poprzesta³ na uchyleniu okna, bêdzie musia³a zawo³aæ: „Ale¿ nie tak, szerzej, przecie¿ tutaj udusiæ siê mo¿na!” Wtedy Nawrocki otworzy okno na rozcie¿. A co dalej? Ostry dreszcz nia targna³. Przyspieszone pulsowanie serca zmusi³o ja do wsparcia siê o p³ot. Przymknê³a oczy. W pierwszej chwili mia³a wra¿enie, ¿e usuwa siê w przepasæ. Silniej wiêc uczepi³a siê chropowatej ¿erdzi. Sta³a bez ruchu, jakby w odrêtwieniu swego cia³a szuka³a ratunku.
Wiatr krêtymi podmuchami wi³ siê pomiêdzy op³otkami. Pomimo ciemnosci czu³o siê bliska obecnosæ nieba: niewidzialne chmury zdawa³y siê p³ynaæ tu¿ ponad g³owa. To ich ciê¿ar musia³ przygniataæ szeleszczace doko³a drzewa. Niespodziewanie zaleg³a cisza.
Anna wyprostowa³a siê: „Wrócê” - postanowi³a. I ju¿ uczyni³a kilka kroków w kierunku powrotnym, gdy zda³a sobie sprawê, ¿e Litowka wyszed³ na pewno z domu i znajduje siê gdzies w pobli¿u. W ka¿dym razie na szosie musia³aby siê na niego natknaæ. Innej zas drogi prócz tej, która przysz³a, nie by³o. Zawróci³a wiêc. Znowu zerwa³ siê wiatr, ostro zacina³ od otwartej przestrzeni nadzelwiañskich ³ak.
Anna sz³a powoli wzd³u¿ p³otu, starajac siê wsród b³otnistej drogi wybieraæ co suchsze miejsca. Mia³a wprawdzie przy sobie latarkê, pamiêta³a jednak o ¿yczeniu Litowki, aby usi³owa³a siê przedostaæ do Nawrockiego nie zauwa¿ona. „Byle tylko skoñczyæ z tym wszystkim - mysla³a - wróciæ do domu, po³o¿yæ siê, zasnaæ...” W tej chwili nie mia³o dla niej ¿adnego znaczenia, co stanie siê jutro. Nie siêga³a mysla poza dzisiejsza noc. Ale nie by³o w tym nic nowego. Jak¿e dobrze i z jak wielu nocy zna³a ów stan nerwowego napiêcia, który, jak gdyby pogodzony z jej zewnêtrznym odrêtwieniem, zaciesnia³ czas do najbli¿szych godzin, na wszystkie dalsze rzucajac ciê¿ki i gêsty cieñ. Nieraz w takich chwilach wydawa³o siê jej, ¿e u tej bliskiej, choæ niejasno rysujacej siê granicy - umrze. Nie ba³a siê wtedy smierci. Mysla³a o niej jak o odpoczynku. I wszystko, co wówczas czyni³a, robi³o na niej wra¿enie powolnego zbli¿ania siê do d³ugiego snu. Wzrasta³a w niej jednoczesnie swiadomosæ w³asnej odrêbnosci. Ka¿dy swój ruch, ka¿da mysl odczuwa³a jak nale¿ace do istoty jedynej i niepowtarzalnej. Czêsto w takich wypadkach przypomina³ siê jej sen, który prze¿y³a przed wielu latami w okolicznosciach dosæ niezwyk³ych. Mia³a wtedy czternascie najwy¿ej lat, sta³o siê to bowiem w nieca³e dwa lata po smierci matki. Niedaleko domu Podhaliczów, przy koñcu waskiej i starymi ruderami zabudowanej uliczki, w dolinie, u której dalekiego kresu sina smuga znaczy³y siê lasy, le¿a³ rozleg³y staw. Gdy nastawa³y ciep³e dni, wszystkie dzieci z miasteczka zbiega³y siê tam do kapieli. Pomimo zakazu opiekunów Annie udawa³o siê czasami wymknaæ z domu. Có¿ to by³a za radosæ znalezæ siê wsród wolnej przestrzeni, pod niebem pe³nym s³oñca, na wietrze, który wynurzajace siê z wody cia³o natychmiast osusza³. Anna nie umia³a p³ywaæ. Chcieli ja wprawdzie uczyæ znajomi ch³opcy, zawsze jednak, gdy przysz³o do przekroczenia p³ytkiego pasma w pobli¿u brzegu, brak³o jej odwagi. Nie umia³a przezwyciê¿yæ strachu, jaki w równym stopniu co zachwyt, ogarnia³ ja wobec tej spokojnej i rozleg³ej przestrzeni. Ale raz, w pewien upalny dzieñ lata, zdarzy³o siê, ¿e zapomniawszy na chwilê o ostro¿nosci posunê³a siê cokolwiek dalej w g³ab i gdy nagle straci³a grunt pod nogami, by³o ju¿ za pózno, aby mog³a zawróciæ. Wtedy to w³asnie, w ciagu kilku minut, zanim rybacy wyciagnêli ja z wody nieprzytomna, przysni³ siê jej ów dziwny sen. Ujrza³a siebie w d³ugiej, bia³ej szacie u stóp ogromnych, wysoko ku górze spiêtrzonych schodów. Purpurowa materia okrywa³a stopnie, a doko³a równymi rzêdami, niby promienie s³oneczne zastyg³e w locie, bieg³y smuk³e i strzeliste z³ote kolumny. Nie zdajac sobie sprawy, gdzie siê znajduje, instynktem raczej kierujac siê ni¿ okreslonym celem, zaczê³a powoli wspinaæ siê po schodach. Wtedy kolumny, jakby nagle o¿y³y - zafalowa³y spiewnie i podobne swiat³u, które gra pe³nia po³udniowego blasku na dojrza³ych drzewach, poczê³y p³ynaæ ku górze. Uczu³a siê wtedy, jak nigdy jeszcze dotad, lekka i radosna. Nagle zda³a sobie sprawê, ¿e z chwila, gdy znajdzie siê na szczycie schodów, bêdzie musia³a z nadmiaru szczêscia umrzeæ Aktywa przedsiebiorstwa odzwierciedlaja skladniki majatkowe, ktore sluza przede wszystkim do zarobkowania czyli wygospodarowania zysku, bedacego jednym z podstawowych celow dzialalnosci gospodarczej przedsiebiorstwa.
W strukturze skladnikow majatkowych wyroznia sie dwie grupy srodkow, tj. majatek trwaly i majatek obrotowy. Majatek trwaly zaangazowany jest w przedsiebiorstwie przez dluzszy okres czasu (powyzej 1 roku). Uczestniczy on w wielu powtarzajacych sie cyklach produkcyjnych zuzywajac sie stopniowo i przenoszac na kazdy produkt tylko czesc swojej wartosci. Majatek trwaly obciazony jest duzym ryzykiem. Naklady na inwestycje ponoszone sa w momencie rozpoczecia ich realizacji lub nawet przed i nigdy nie ma pewnosci czy nastapi pelny ich zwrot z biezacych wplywow dzialalnosci gospodarczej.
Koszt zuzycia majatku trwalego ma charakter staly. Tendencje zachodzace w strukturze kosztow powoduja mala elastycznosc przedsiebiorstwa i trudniejsze dostosowanie sie do zmian zachodzacych na rynku. W przypadku niepelnego wykorzystania zdolnosci produkcyjnych nastepuje szybkie obnizenie sie rentownosci.
W przeciwienstwie do majatku trwalego czas przebywania poszczegolnych skladnikow majatku obrotowego w postaci zapasow, naleznosci, srodkow pienieznych uzalezniony jest od charakteru procesu produkcyjnego, terminowosci regulowania rozrachunkow itd. Z reguly czas ten jest wzglednie krotki.
Wartosc skladnikow nalezacych do obu grup, czyli relacja majtku trwalego do majatku obrotowego nie jest dla przedsiebiorstwa sprawa obojetna. Przedsiebiorstwom zalezy na posiadaniu mozliwie jak najwiekszej ilosci srodkow obrotowych, srodkow plynnych przynoszacych zyski a jak najmniej srodkow trwalych, ktore tylko posrednio przyczyniaja sie do osiagania zyskow.
Zatem majatku trwalego powinno byc tylko tyle, ile jest nieodzowne do prowadzenia dzialalnosci. Jest oczywiste, ze ta wzajemna relacja miedzy majatkiem trwalym a majatkiem obrotowym stanowi wielkosc zroznicowana, ktora zalezy od rodzaju przedsiebiorstwa i specyfiki konkretnego przedsiebiorstwa. Im wiecej srodkow ulokowanych jest w majatku obrotowym, tym jest on latwiejszy do zaangazowania w dzialalnosci gospodarczej i tym samym przedsiebiorstwo ma wieksza plynnosc majatkowa – bilansowa. | |||||||