|
|
|
||||||
wolne pokoje DÄ…bkowice tel 995253345
Pokoje:
2 os 30zł osoba 5 osobowy 130 zl osoba 3 osobowy 160 zl osoba Oferujemy: solarium basen do wody 250m Pensjonaty aneks kuchenny parasol plazowy łazienka obiady Dąbkowice 046426098 Miron Czerwiakowski Tematyka:
| |||||||
|
|
|||||||
|
suknie Å›lubne Å›cianki dziaÅ‚owe stewiaOgarnia³o go coraz wiêksze podniecenie, ów niepokój, który zawsze siê w nim odzywa³, gdy wiedzia³, ¿e z³o mo¿e byæ pos³uszne jego woli, kiedy móg³ je obserwowaæ w zwolnionym dzia³aniu, w saczeniu siê kropla po kropli, podobne truciznie pozornie kuszacej, a dopiero po chwili zniekszta³cajacej rysy twarzy. Przypomnia³o mu siê, ¿e ulubionym jego zajêciem w latach ch³opiêcych by³o mordowanie wszystkich napotkanych po drodze stworzeñ: muchy odarte ze skrzyde³ wbija³ na szpilkê i trzepocace siê podpala³, rozdeptywa³ motyle, ostra laska przygwa¿d¿a³ ¿aby, zabija³ jaszczurki i swierszcze, rozkopywa³ i burzy³ mrowiska. Kiedy w dwunastym roku ¿ycia otrzyma³ od ojca flower, rozpocza³ systematyczne têpienie wiewiórek. Najwiêcej jednak zadowolenia da³ mu pewien dzieñ póznego lata, gdy przyczaiwszy siê w rowie ko³o s³upów telegraficznych zastrzeli³ jaskó³kê. Po raz pierwszy odczu³ wówczas cierpka radosæ towarzyszaca ³amaniu uswiêconych zwyczajów.
I w tym momencie pomysla³, ¿e niedaleka byæ mo¿e jest chwila, kiedy w Michasiu, z pewnoscia nie splamionym dotychczas ¿adnym brudnym uczynkiem, odezwie siê okrucieñstwo. Kogó¿ mo¿e to ominaæ? Kogo staæ, aby zdo³a³ wy³amaæ siê z ogólnego prawa natury? Gdyby nie lêk przed dorazna kara, któ¿ by nie zabija³, kto umia³by os³oniæ siê przed pokusami, które pragna karmiæ siê z³em? Wtem uczu³, ¿e jednoczesnie z tymi myslami, niby w innej rzeczywistosci, istnia³ w nim jakis nieokreslony i nieuchwytny g³os. Mia³ takie wra¿enie, jakby czegos zapomnia³.
Poderwa³ siê z krzes³a nieopanowanym ruchem i tak szybko cofna³ siê w stronê okna, ¿e nie zauwa¿y³ nawet, kiedy Michas tak¿e wsta³. Wzrok jego przyku³ du¿y krzy¿ odcinajacy siê od pobielanej sciany ciemnym, chropowatym drzewem. Sewerym zdziwi³ siê, ¿e dopiero teraz go dostrzeg³. Chocia¿ krzy¿ wisia³ na wprost wejscia, dok³adnie pamiêta³, i¿ gdy wszed³ do pokoju, sciana wyda³a mu siê pusta.
Po krótkiej ciszy nowe natarcie wiatru zabrzmia³o wzmo¿onym natê¿eniem, jakby spêtane nocne si³y wszystkie razem zerwa³y siê z uwiêzi i podobne skrzydlatym szatanom spad³y gniewnym k³êbowiskiem na ziemiê.
Seweryn drgna³. Zda³ sobie nagle sprawê, jaki to g³os przed chwila dawa³ w nim o sobie znaæ. Us³ysza³ wyraznie s³owa, których kiedys, gdy przystêpowa³ po raz pierwszy do komunii, uczy³ siê na pamiêæ: „Panie, nie jestem godzien, abys wszed³ pod dach mój, ale rzeknij s³owo, a bêdzie zbawiona dusza moja.” Us³ysza³ to zdanie nasycone tym samym przelotnym wzruszeniem, z jakim je wówczas za kap³anem powtarza³. Ujrza³ bia³y ornat triumfujacy czerwienia krzy¿a, z³oty kielich a wy¿ej monotonny nieomal dotykalny szept ksiêdza: „Corpus Domini nostri Jesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam.”
Ockna³ siê us³yszawszy g³os ch³opca. Ale nie zrozumia³ s³ów. Spojrza³ w jego stronê:
- Mówi³es cos?
- Wychodzi ju¿ pan? - spyta³ tamten z akcentem zawodu.
Seweryn powtórzy³ machinalnie:
- Czy wychodzê?
I niespodziewanie o¿ywi³ siê.
- Nie, oczywiscie, ¿e nie wychodzê! Skad¿e? Nawet mi to do g³owy nie przysz³o. Co za pomys³! Obieca³em ci przecie¿ opowiedzieæ... No i có¿ mi siê tak przypatrujesz, jakbys ducha zobaczy³?
Michas zblad³ i cofna³ siê.
- Dziwnie pan tak teraz wyglada...
Seweryn rozesmia³ siê ha³asliwie.
- Ja dziwnie? Wydaje ci siê, mój ma³y. Dlaczegó¿ mia³bym dziwnie wygladaæ.
Przeciagna³ jednak niespokojnie d³onia po twarzy, jakby chcia³ siebie w ten sposób sprawdziæ. Cos go musia³o zastanowiæ, bo szybko nachyli³ siê w stronê lampy.
- Chodz no tutaj! - skina³ na ch³opca.
Michas zbli¿y³ siê.
- Co dziwnego zobaczy³es we mnie? No, mów! S³yszysz? Czego stoisz i gapisz siê? Masz mi w tej chwili powiedzieæ. Co jest we mnie dziwnego?
Nie mogac siê doczekaæ odpowiedzi, chwyci³ Michasia za rêkê Weszlam do pokoju numer 315. Za biurkiem siedzial niemlody juz mezczyzna w cywilnym ubraniu. „Dlaczego on jest po cywilnemu? - myslalam. - Czy to dobrze, czy zle, ze on jest po cywilnemu...”
Serce walilo mi jak oszalale, w gardle mialam sucho. Mezczyzna zza biurka patrzyl na mnie przenikliwie.
- Dzien dobry... - odpowiedzial na moje powitanie.
- Pani dzis rano otrzymala wezwanie, prawda? Prosze bardzo, moze pani usiadzie...
Usiadlam sztywno na krzesle. Wyjal z szuflady jakies papiery, przejrzal je pobieznie.
- Moze pani zechce podac mi swoje dane osobiste...
Powiedzialam. W zdenerwowaniu podalam mu biezacy rok jako rok swojego urodzenia.
- Pani jest bardzo przestraszona... niepotrzebnie! Chodzi mi tylko o kilka informacji...
Nie moglam sie opanowac i czulam sama, jak dygoca mi usta.
- Prosze sie uspokoic, doprawdy... w ten sposob nie bedzie pani mogla zebrac mysli. Bardzo zalezy mi na tym zeby odpowiadala mi pani rzeczowo i spokojnie.
- Chwileczke, dobrze? - poprosilam.
Kilka razy odetchnelam gleboko.- Jeszcze sekunde... ja sie zaraz pozbieram...- Prosze bardzo... moze ja zaczne mowic, a pytania i odpowiedzi zostawimy na pozniej? Przez ten czas pani sie bedzie zbierac! - - usmiechnal sie. - - Otoz, sprawa wyglada nastepujaco... - urwal i znowu popatrzyl na mnie badawczo. - Pani sie mnie boi, tak? Obawia sie pani, ze ja tu zatrzymamy, zalozymy kajdanki, wytoczymy sprawe? A ja juz mowilem, ze chodzi mi tylko o pare szczegolow. Zreszta... moze pani poczuje sie lepiej, jezeli i ja podam swoje personalia. Nazywam sie Ligota, pani zna mojego syna, prawda? Ja z kolei znam Marcina. Jestem jego kuratorem i zostalem nim na wlasna prosbe... Czy to wszystko chociaz w pewnym stopniu uspokaja pania?
- W pewnym stopniu... - przyznalam silac sie na usmiech.
- Nie mam najmniejszego obowiazku mowic pani o tych rzeczach, ale za wszelka cene chce, aby doszla pani do jakiej takiej rownowagi!
- Dziekuje panu...
- Czy pani wie o tym, ze wczoraj po poludniu Marcin wyszedl z domu i do tej pory nie powrocil?
Po tych wszystkich informacjach, ktorych mi udzielil cichym, spokojnym tonem, to pytanie rzucil nieoczekiwanie ostro.
W pierwszej chwili jego sens nie dotarl do mnie.
- Slucham?
Powtorzyl. Zrozumialam.- Nic nie wiem... - odparlam dretwo.- Wczoraj po poludniu wyszedl z domu nie zostawiajac zadnej wiadomosci. W tej chwili szukamy go i kazda informacja, ktora moglaby nam w tym pomoc, jest dla nas niezwykle istotna. Czy pani ma cos do powiedzenia?
- Nie.
- Nie? Wiec pytam dalej. Kiedy widziala pani Marcina po raz ostatni?
- To bylo przed swietami... odprowadzil mnie na dworzec, kiedy wyjezdzalam do swojej babki.
- Czy mam to traktowac jako pani przemyslana odpowiedz?
- Oczywiscie!
- Czy jest cos, co pani chce ukryc, ze rozpoczyna pani rozmowe ze mna od klamstwa? Kazde klamstwo nie tylko pogarsza sprawe Marcina, ale rowniez i pania stawia w kregu pewnych podejrzen...
- Nie rozumiem pana... widzialam go ostatni raz na dworcu!
- Widziala go pani po raz ostatni na boisku szkolnym- sprostowal.
- Tak, slusznie! - przyznalam. - Ja zle rozumialam to pytanie! Ostatni raz rozmawialam z nim na dworcu, a ostatni raz widzialam go na boisku!
- Teraz pani widzi, dlaczego zalezy mi na rzeczowych odpowiedziach. Kazda nie przemyslana moze jedynie wprowadzic mnie w blad. Czy pani ma jakies osobiste przypuszczenia, czy pani domysla sie, gdzie obecnie przebywac moze Marcin?
- Nie. Nie mam pojecia...
- Prosze przedstawic mi w ogolnym zarysie przebieg waszej znajomosci!
Przedstawilam. Sluchal wszystkiego nie spuszczajac ze mnie wzroku.
- Tak... wiec pani dowiedziala sie prawdy od swojego przyjaciela i wtedy... co pani wtedy zrobila? | |||||||